Jerzy Tomasz Bąbel

KOCIOŁ Z GUNDESTRUP 

Tajemnice celtyckich inicjacji wojennych

do Portalu Pana Jerzego

 

CymbrowieKiedy przyprowadzono jeńców do obozu, kapłanki (...) z mieczem w ręku wychodziły im naprzeciw i po uwieńczeniu kwiatami wiodły ku ogromnemu miedzianemu basenowi, mogącemu zawierać dwadzieścia amfor; o naczynie to oparta była jakby drabina. Jedna z kapłanek wchodziła na nią, wciągała każdego jeńca na wysokość naczynia, na którym stała, po czym go zarzynała” – tak pisał geograf grecki Strabon (VII, 2; ur. ok. 68 p.n.e. – zm. ok. 20 n.e.) o przerażających metodach wróżenia z krwi jeńców, jakie praktykowali w starożytności Cymbrowie. Kim był ów lud, który wyłonił się z mrocznych puszcz północnej Europy, by z dziką zajadłością uderzyć na państwo rzymskie? 

 

Kolebką Cymbrów i spowinowaconych z nimi Teutonów była północna Jutlandia. Stąd plemiona te, zrujnowane przez wylewy morza, ruszyły w 115 r. p.n.e., rozpoczynając wojnę przeciw Rzymowi. Ich wędrującą armię wzmacniali kolejno wojownicy Ambronów, Bojów, Volków, Taurysków, Skordisków i Helwetów. Miało ich być aż 300 tysięcy (liczba grubo przesadzona!), wraz z kobietami i dziećmi jadącymi na wozach, gdy w 113 r. p.n.e. przebyli Las Hercyński, by dotrzeć do Illiricum. Pobili armię konsula Knejusa Papiriusa Karbo pod Noreją, potem w 109 r. zwyciężyli konsula Markusa Janiusa, a w 105 r. armię konsula Knejusa Mauliusa i prokonsula Kwintusa Serviliusa Caepia. Przekroczywszy Ren, pomaszerowali przez obszary dzisiejszej Francji i dotarli do Hiszpanii, skąd w 102 r. zostali odparci przez Celtyberów. Ich grabieżcza wędrówka zakończyła się pod Vorcellae w 101 r. p.n.e., gdzie pokonał ich Mariusz i zginął ich król Boiorix ze 140 tysiącami wojowników, a 60 tysięcy Cymbrów dostało się do niewoli. Po klęsce zadanej im na Polach Raudyjskich kobiety cymbryjskie wraz z dziećmi popełniły zbiorowe samobójstwo przy wozach taborowych. 

 

O przynależność etniczną Cymbrów od wieków toczy się spór. Wątpliwości mieli już starożytni dziejopisowie. To Celtowie! – twierdzili Cyceron, Salustius i Appian. To Germanowie! – upierali się Strabon, Tacyt, Plutarch, Cezar i Wellejus. Spór trwa do dziś, toteż zarówno Cymbrów, jak i Teutonów umieszcza się bądź to w historii Germanii, bądź też Celtyki. Nazwy obu ludów są celtyckie. Czysto celtyckie imiona nosili również ich królowie (Boiorix, Cassarix, Lugius, Claodicus, Teutobudus). 


W roku 1891 w bagnie koło Gundestrup niedaleko Aars, w Himmerlad (= Kraj Cymbrów) w Danii dokonano rewelacyjnego odkrycia. Znaleziono srebrny kocioł o średnicy ok. 70 cm, wysokości 42 cm i wadze około 9 kg. Składał się on z 13 blach. Był zdemontowany i zdeponowany na suchym miejscu bagniska, jak to dowiodły badania palynologiczne. Tajemnicze wyobrażenia bóstw i religijnych scen na segmentach kotła czynią go jednym z najważniejszych dzieł sztuki europejskiej prahistorii. Zarówno pochodzenie tego kotła, jak i interpretacja poszczególnych scen i postaci ciągle jeszcze wywołują w gronie fachowców niegasnące dyskusje. Broń i ornamenty przedstawione na kotle datują go na ok. 100 r. p.n.e. Styl i wykonanie kotła są czysto trackie, natomiast zdecydowana większość motywów – absolutnie celtycka. Kto zatem wykonał kocioł i w jakim miejscu? Dotychczas znaczna część badaczy wskazywała na Galię, lecz coraz więcej dowodów i argumentów przemawia za lokalizacją miejsca produkcji nad dolnym Dunajem. Jak można pogodzić te sprzeczności?Jakim sposobem kocioł wykonany na terenie Tracji mógł znaleźć się w północnej Danii?


Zdaniem Fleminga Kaqula, najlepsze rozwiązanie tej zagadki przynosi historia celtyckiego plemienia Skordisków (Scordisci), które w III w. p.n.e. osiedliło się częściowo na terenach Traków. Znane z historycznych przekazów, to tajemnicze plemię zostało zlokalizowane przez archeologów w północno-zachodniej Bułgarii. Odkryte tam groby gruntownie dowodzą pokojowej koegzystencji trackich Tryballów (Triballoi) z celtyckimi Skordiskami. Koegzystencję tę potwierdzają także źródła historyczne. Miejsce wykonania kotła byłoby więc możliwe jedynie na terytorium symbiotycznie związanych ze sobą plemion, w społeczności, której służył jako religijny i polityczny środek wzmacniający moc wspólnego królestwa. Z obszaru tego kocioł prawdopodobnie zabrali Cymbrowie, którzy w czasie wojennego rajdu po Europie mieli również kontakty ze Skordiskami. Ten dar (łup wojenny?) został potem przez Cymbrów złożony w roli wota w bagnach ich rodzinnego Himmerlandu.


Na tym bynajmniej nie kończą się zagadki kotła z Gundestrup. Kolejną stanowią sceny wyobrażone na srebrnych blachach naczynia. Większość uczonych wiąże je z mitologią celtycką i postaciami boga Cernunnosa, boginiami w typie Wielkiej Matki itp. Jednakże zdumienie budzą przedstawione na kotle zwierzęta. Są to: tygrys (?), słoń i delfin. Dwa pierwsze wskazywałyby na ich bardzo dalekie pochodzenie. Dlatego też S. Muler i
inni w postaciach tych widzieli wpływy idące z dalekich Indii czy Iranu.


Cernunnos Zbieżności i podobieństwa dostrzegano także w postaciach bóstw, które porównywano do hinduskich (Sri-Lakszmi, Hariti, Czakravartin) lub do uniwersalnego „władcy wszechświata”. Wiele dyskusji wywołało przedstawienie rogatej postaci, trzymającej w jednej ręce baraniogłowego węża, w drugiej zaś naszyjnik, tzw. torques. Osobnik ów siedzi wśród zwierząt z podwiniętymi nogami. Pozycja, w której jest wyobrażony, niedokładnie co prawda, lecz w głównych zarysach odtwarza hinduską asanę lotosu (padmasana), powszechnie znaną jako „pozycja Buddy”. Dokładnie taką samą pozę przedstawiają: posążek z osiedla Lukaszewka II w Mołdawii, kilkanaście wyobrażeń z Francji (z Roquepartuse, Reims, Vandśuores) z II–I w. p.n.e., a także bóstwo, które zdobi północny krzyż w Clanmacnoise hr. Offaly (Irlandia) z VIII–X w. Motyw postaci „w pozycji Buddy” (ze swastykami i sauwastykami na piersiach) znajduje się także na okuciu wiadra z królewskiego grobu z IX w. z Oseberg (Norwegia). W tym ostatnim przypadku sądzi się, że jest to dowód na trwałość pewnych archaicznych wątków, a jednocześnie może być wskazówką, że para królewska pochowana w Oseberg, pełniąc także funkcje kapłańskie, hołdowała reliktom wierzeniowym ze starszego okresu. Jednym słowem asana lotosu znana była na znacznym obszarze Celtyk, a także Skandynawii. Jakie wynikają z tego implikacje?


Autorzy wydanej w 1994 r. książki The Oxford Illustrated Prehistory of Europe twierdzą, że jest to dowód na znajomość technik tantra jogi. Techniki te miały rozpowszechnić się z Indii do Europy za pośrednictwem szamanów euroazjatyckich ludów stepowych. Za dowód istnienia hierogamii (= świętego małżeństwa) lub też pozycji in-jab stosowanej w tantrze, uważana jest scenka wyobrażona na plakietce z trackiego skarbu z Letnicy okr. Lovec (Bułgaria), datowanego na ok. 400–350 r. p.n.e. Stojąca za kochanką postać kobieca ma w rękach dzban (woda życia?) oraz złotą gałąź, którą kieruje w stronę wojownika. Złotą gałąź pamiętamy z Eneidy [Ks. VI, 190 (135)–210 (148)] Wergiliusza, gdzie Sybilla kumejska radzi Eneaszowi: 

 

Zobaczyć Tatar ciemny... Jeśli pragniesz
Podjąć obłędny trud, słuchaj, co najpierw
Trzeba uczynić. Na cienistym drzewie
Kryje się – złota liśćmi i łodygą
Giętką – gałązka. Junonie podziemnej
Jest poświęcona. Tę gałązkę cały
Bór tai, mgliste doliny osnuły
Cieniami. Ale tylko temu dano
Zstąpić w zapadłe pod ziemią czeluście.
Kto pierwej uszczknie złotolistny rozkwit.
To złoto każe sobie przynieść jako
Dar jej należny piękna Prozerpina.
Kiedy się jedną gałązkę oderwie,
Zaraz tam druga wyrasta złocista,
Listniejąc takim samym kruszcem. Przeto
Oczyma szukaj jej wysoko. Skoro
Znajdziesz ją, zerwij nabożnie. A sama
Z własnej się woli podda, jeśli losy
Wzywają ciebie. Jeśli nie – to choćbyś

Najtwardszym szarpał ją żelazem, 

żadną Mocą nie zdołasz jej zdobyć.
(przeł. Z. Kubiak)

 


tybetanskie In-jab Gałąź ta stanowiła swego rodzaju przepustkę do świata zmarłych, należała do władczyni tego świata, która była mrocznym aspektem Wielkiej Bogini. Tę boginię wizualizuje się w trakcie praktyk tantryckich. Czy hipotezy te są prawdopodobne?


Powszechnie sądzi się, że spotkanie Zachodu (tj. Europy) ze Wschodem nastąpiło dopiero w czasach Aleksandra Wielkiego. Zapomina się o tym, że do Indii dotarli znacznie wcześniej Ariowie, których przodkowie mieli swe siedziby właśnie w Europie. Step nigdy nie dzielił ludzi. Był jak morze, które łączy kontynenty. Dowiedziono, że konna podróż z Azji środkowej do kraju nad Wisłą trwała tylko trzy miesiące! Ze Wschodu od tysiącleci
nieprzerwanie płyną na Zachód idee, nowe doktryny i herezje, o czym doskonale wiedzą badacze gnozy, manicheizmu, zaratusztranizmu i in.. Owe „nowinki” nieśli ze sobą kupcy, żołnierze, mnisi, misjonarze i... bramini. Historycy starożytni (Dion Cassius LIV, 9, ą0; Strabon XV, I, 7ł) opowiadają o braminie imieniem Zarmaros lub Zarmanochegos, który przybył do sanktuarium w Elizjum (Grecja) w 20 r. p.n.e., właśnie wtedy, gdy ponownie przebywał tam August, i żądał, by wtajemniczono go w misteria. Po wzięciu udziału w epopteia, bramin wszedł w ogień i został spopielony.
Jak podaje Klemens Aleksandryjski (Kobierce I, XV: 5), wedle Megastenesa (Historia Indii, ks. III), ,,wszystko co starożytni Helenowie powiedzieli o naturze, można znaleźć u filozofów poza Helladą, częściowo na gruncie hinduskim u brahmanów...”.


Ilu było „mędrców Wschodu”, którzy w zamierzchłych czasach skierowali swe kroki ku Europie? Tego nie wie nikt. Warto tu podkreślić zdumiewający archaizm kultury celtyckiej i bardzo liczne jej paralele z Indiami starożytnymi, co stwierdzają tacy wybitni badacze, jak G. Dumézil, M. Dillon, J.E.C. Williams i in. Zwracają oni m.in. uwagę na koncepcję tajnego nauczania druidów, która wykazuje ścisłą analogię do ezoteryzmu Upaniszadówi ... tantryzmu. Zazwyczaj wszystkie te zjawiska tłumaczy się wspólną indouropejską przeszłością i konserwatyzmem społeczności archaicznych.
Ale czy taka odpowiedź wystarcza?
Kocioł z Gundestrup dowodzi, że kontakty ze Wschodem były znacznie żywsze, niż się dotychczas sądziło.


Liturgiczny kocioł Skordisków jest również świadectwem istnienia ścisłego związku między ludami trackimi i celtyckimi, które przez jakiś czas współzamieszkiwały na terenach naddunajskich, tworząc tam mieszaną wspólnotę. Nie jest to nic nowego w przypadku Celtów. Liczne przekazy historyczne mówią o Celto-Iberach, Celto-Ligurach, Celto-Scytach czy Celto-Germanach. Jak widać, lud ten bynajmniej nie hołdował doktrynie „czystości” rasowej lub plemiennej. Tą schizofreniczną ideą zostały zarażone niektóre ludy Europy dopiero w racjonalistycznym XX w. Archaiczny etnocentryzm nigdy nie oznaczał zoologicznego rasizmu.


W starożytności o powstaniu społeczności mieszanej, o symbiotycznych związkach polityczno-gospodarczych decydowali głównie przywódcy plemienni i rodowi, posiadający poparcie kapłanów. Jest całkiem zrozumiałe, że w takich sytuacjach pomiędzy kapłanami dwóch zjednoczonych plemion dochodziło do „owocnej wymiany doświadczeń”, tym bardziej że doświadczenia te wywodziły się ze wspólnej, jeszcze neolitycznej indoeuropejskiej
tradycji. Do niej należy również – moim zdaniem – wiara w reinkarnację, której początki biorą się z ekstatycznych doświadczeń szamańskich.

U Traków ekstatyczne doświadczenia religijne związane były z kultem typu „dionizyjskiego” (orgiastycznego). Wierzyli oni w nieśmiertelność i stan szczęśliwości duszy wyzwolonej z okowów ciała. W krańcowej sytuacji niektórzy z Traków wpadali w egzaltację śmiercią i deprecjonowali nawet samo istnienie. Herodot (V, 4) powiada, że Trausowie szlochali podczas narodzin dziecka, chowali zaś swych zmarłych z radością. Dla licznych autorów starożytnych nie było wątpliwości, że szalona odwaga Traków w walce miała swe przyczyny w ich przekonaniach eschatologicznych.
Już w V w. p.n.e. Herodot tłumaczył wierzenia Getów w nieśmiertelność duszy wpływami pitagorejskimi. Powiadał, że Zalmoxis był niewolnikiem Pitagorasa. Kiedy z niewoli tej został uwolniony, udał się do Traków, szerząc nową religię. W końcowym efekcie sam miał zostać bogiem. W każdym razie czczony był przez Traków, a jego dzieje, łącznie z tajemniczym przebywaniem w jaskini, dowodzą – jak sądzę – że należał do tego samego typu inicjowanych, co greccy Epimenides z Krety, Empedokles i in. On również doświadczył spotkania z wewnętrznym światłem, doznał unio mistica.

Z kolei Hipolit (Philosophumena, II, 25) twierdził, że tracki niewolnik Pitagorasa, Zalmoxis, który stworzył oryginalną religię i został nawet ubóstwiony przez rodaków, miał rozpowszechnić doktrynę pitagorejską także wśród Celtów. Legenda ta dowodzi przede wszystkim doniosłości przypisywanej tradycji, która definiowała religię Zalmoxisa przez wiarę w nieśmiertelność duszy i metempsychozę. Patrząc na te zjawiska od strony ludów śródziemnomorskich, można by sądzić – za greckimi i rzymskimi dziejopisami – że owe idee rozchodziły się jak fale na jeziorze, od mędrców i społeczności greckich począwszy, poprzez Rzymian i Traków, dalej na północ, do Celtów i innych barbarzyńców. Wpływ kultur śródziemnomorskich na Europę środkową i północną istniał już od czasów neolitu i nigdy nie uległ poważnemu osłabieniu. Dotyczy to przede wszystkim kultury materialnej, techniki i technologii. Jeśli zaś chodzi o tajemne doktryny, to poważni religioznawcy (np. H. Hubert) są zdania, że to właśnie druidyzm wpłynął na ludy bałkańskie, np. na zachodnich Daków i Traków.  Świadczy o tym istnienie tajemnych bractw geto-dackich, wiara w nieśmiertelność, istnienie świętej wiedzy typu inicjacyjnego oraz ogromne znaczenie arcykapłana.


Inicjacja celtycka Tak czy inaczej, wiarę w reinkarnację znały wszystkie europejskie ludy barbarzyńskie graniczące z cywilizacją grecko-rzymską. Rzecz jasna dotyczyło to głównie wtajemniczonych. Ich wzajemne kontakty mogły co najwyżej wiarę tę umacniać. Przyjrzyjmy się jeszcze raz kotłowi z Gundestrup. Na jednej z wewnętrznych blach przedstawiona jest scena dość powszechnie interpretowana jako obrzęd inicjacyjny wojowników. Przedzielona jest ona poziomo leżącym drzewem, u którego korzeni ulokowano psa, a dalej, na lewo, gigantyczną postać męską dokonującą zanurzenia wojownika w kotle.
Piesi tarczownicy z włóczniami wędrują w stronę tej postaci, a przygrywają im na wielkich trąbach – carnyxach – trzej muzykanci. W górnym pasie sceny w odwrotną stronę galopują na koniach czterej wojownicy, których prowadzi baraniogłowy wąż.

Aby zrozumieć tę scenę, musimy przypomnieć sobie sens inicjacji. Oznacza ona istotną przemianę duchową i przejście przez śmierć, rytualny zgon „starego” człowieka i narodziny „nowego”. Wizerunek rośliny to obraz Drzewa  Życia (crann beatha), którego korzenie znajdują się w świecie podziemnym, gdzie stróżuje pies piekielny. Wojownicy piesi maszerują w lewo, ku korzeniom Drzewa  Życia. Ruch „w lewo” u Celtów oznaczał jednocześnie ruch ku dołowi, a więc do krainy zmarłych. Marsz odbywa się przy dźwiękach instrumentów zdobionych również symbolami chtonicznych mocy – głowami dzików. Trąb takich używano w czasie wielkich rytuałów i bitew. Osobnicy, których hełmy zdobione są figurkami dzików lub ptaków, to królowie lub wodzowie. Jeźdźcy opuszczający krainę śmierci jadą „w prawo”, a więc ku górze, ku niebiosom i ku szczytowi Drzewa Życia. Poruszają się szybko, są wspaniali niczym królowie.
Gigantyczna postać „mistrza ceremonii” wyobraża boga, który dokonuje przeobrażenia kondycji wojownika. Z pieszego czyni go jeźdźcem, nobilitując go poprzez zanurzenie w kotle. Boga tego utożsamiają celtolodzy z Teutatesem, którego pisarze starożytni nazywali raz Marsem, a raz Merkurym.
Jego imię wywodzi się z touto-tati-s tj. „Ojciec Rodu”, „Ojciec Plemienia”, czyli ten, kto po ojcowsku opiekuje się ludźmi w czasie pokoju i wojny. Występuje także w hełmie z baranimi rogami i to zwierzę jest jego atrybutem. Dodajmy jeszcze, że – zdaniem J.J. Hatta – dzik jeszcze przed I w. p.n.e. był kojarzony z Teutatesem i dzielił z nim funkcje opiekuńcze. W końcu dzik stał się symbolem tego boga, nazywano go wręcz „bogiem dzikiem”. Wojownik utożsamiał się z dzikiem i liczył na jego opiekę.


Co symbolizuje kocioł i kto jest jego właścicielem? W wierzeniach Celtów kocioł przypomina tygiel alchemika, w którym dokonuje się transmutacja metali, a na koniec procesu otrzymuje się złoto. Kocioł to łono i związana z nim płodność, to symbol „obfitości i dobrobytu”, znak wiedzy tajemnej i inspiracji poetyckiej, instrument odrodzenia i wyroczni. Dodajmy, że kotły z czasem zastąpił św. Graal. Zostały one również włączone do insygniów Brytanii.

Walijski poeta Gwion-Taliesin miał na swych palcach trzy krople z kotła Cerridwen, które dały mu wiedzę wszystkich czasów i poetycką inspirację. Irlandzki król Matholow(y)ch posiadał kocioł służący do przywracania zabitych żołnierzy do życia. Interesujące wypowiedzi o kotłach znajdujemy w walijskim poemacie Mabinogion. W opowieści Peredur bohater „Przeszedł na dwór Króla Cierpień. Wchodząc, ujrzał tylko kobiety.
Na jego widok pochyliły się i serdecznie go powitały. Zaczynał rozmawiać z nimi, kiedy ujrzał konia niosącego w siodle trupa. Jedna z kobiet wstała, zdjęła nieboszczyka z siodła. Wykąpała go w stojącym niżej niż drzwi kadzi pełnej ciepłej wody i natarła go cenną maścią. Człowiek odżył, skłonił się jej i ukazał radosną twarz” (t. 2, s. 94).

A oto fragment drugiej wersji Mabinogion walijskiej, której bohaterem jest Bran Błogosławiony: 

„Abyś nie czuł się pokrzywdzony, damy ci kocioł mający taką właściwość: jeśli ci dziś zabiją człowieka, wystarczy wrzucić go do tego kotła, by nazajutrz czuł się lepiej niż kiedykolwiek dotąd, tyle że nie będzie miał daru słowa”.


Kąpiel w rosole z klaczy wchodziła u Celtów w skład królewskich obrzędów inicjacyjnych. W Tain Bo Cualigne starzec Ilech, nagi wojownik, wierzył w magiczną, odmładzającą kąpiel ze szpiku kości ulsterskich krów i z wyłupionych goleni Connachtczyków. Kąpiel w kotle z jednej strony wiąże się z rytualną śmiercią, „powrotem do łona”, z drugiej zaś z oczyszczeniem, powtórnymi narodzinami i uzyskaniem nowej kondycji duchowej. Analogiczne rytuały znamy z inicjacji szamanów samojedzkich, podczas których odbywa się gotowanie w kotle pokawałkowanego ciała adepta. Oczywiście cała operacja dotyczy stanów umysłu. Oznacza ona dezintegrację psychiczną, po której następuje integracja na wyższym poziomie.


Analogiczny motyw istnieje w greckim micie o Medei i Peleusie, a także w wierszu Tukaj Adama Mickiewicza, doskonale obeznanego z symboliką rytuałów masońskich. Symbole kotła, kąpieli i gotowania pokawałkowanych ciał są uniwersalne. Istniały już co najmniej w neolicie, w czasach kultury megalitycznej, w której, jak to dowiódł Zygmunt Krzak, miały miejsce pośmiertne inicjacje typu szamańskiego. 

W mitach Celtów z Wysp Brytyjskich kocioł wiedzy tajemnej, życia i obfitości pożywienia zawsze pochodził z wód jeziora lub morza, a więc z miejsca śmierci i narodzin życia. Naczynie olla było atrybutem celtyckiego boga Sucellusa, zwanego także Smert (ullos), Smertios, Dagda, Olla Athir itd., panującego zarówno nad światem zmarłych, jak i żywych. Bóg ten w jednej ręce trzymał naczynie olla (= płodność, życie), w drugiej zaś buławę, topór lub młot (= śmierć). Dodajmy, że imiona tego boga zawierają ten sam źródłosłów, co słowiańskie słowo „śmierć”. Sądzić należy, że właśnie ten bóg dokonuje inicjacji wojowników na scenie wyobrażonej na kotle z Gundestrup. Istotny jest tam jeszcze jeden element – baraniogłowy wąż, który wyprowadza wojowników z krainy zmarłych. Znamy go już z innej sceny na tym kotle, gdzie występował jako trzymany w ręce rogatego mężczyzny. Podobny „rogacz” istnieje na rycie naskalnym w Valcamonica (Włochy), datowanym na IV w.p.n.e. Tam również towarzyszy mu rogaty wąż. Bóstwo to łączone bywa zazwyczaj z Panem Dzikiej Zwierzyny, z Cernunnosem (gal. cernunn = „jeleń”, stąd teonim wykłada się jako „Rogaty”). To bóg świata zmarłych lub też wcielenie Esusa. Dodajmy, że teonim cairn – „wierzchołek, szczyt” (nazwa kurhanu) również ma związek z imieniem Cernunnosa. W mitach celtyckich z północnej Brytanii występował również Belatucadros („jasny, promieniujący”), bóg
wojny, którego Rzymianie utożsamiali z Marsem. Był on rogatym bóstwem północy.

Marianne Gorman, analizując sztukę naskalną południowej Skandynawii, stwierdza w niej liczne wyobrażenia węży i innych motywów charakterystycznych dla religii celtyckiej. Jej zdaniem, w tym czasie można mówić o istnieniu na tych terenach wielkiego wpływu Celtów na ówczesne wierzenia germańskie.


Inicjacje wojowników wiążą się z doznaniami z pogranicza śmierci. Wąż z głową barana (baran = symbol ognia) to zapewne wyobrażenie ognistego węża kundalini. Wspomnijmy w tym miejscu inicjacje wojowników indoeuropejskich i ich magiczny żar uzyskiwany w trakcie tych obrzędów.
W irlandzkich sagach Cernunnos występuje jako Conall Cerach („Noszący Rogi”). W jego życiu wielką rolę odgrywa wąż. Gdy ulsterski heros udał się w Alpy, aby uwolnić synów przyjaciela oraz jego porwaną żonę, napotkał straszliwego węża, przed którym go wielokrotnie ostrzegano.
Gdy Conall zbliżył się do zamku, gad owinął mu się wokół pasa i pozostał tam tak długo, dopóki misja Noszącego Rogi nie została wypełniona. Conall uwolnił pojmanych oraz zabrał z zamku najcenniejsze skarby. Rozstali się z wężem „nie wyrządziwszy sobie nawzajem żadnej krzywdy”.

Dla Celtów wąż był symbolem bogini-matki i boga-stwórcy jednocześnie, ale także uosobieniem sił, które bezustannie odnawiały kosmos, pobudzały do życia rośliny i stymulowały popęd płciowy ludzi i zwierząt. Dlatego też gady te występowały z bóstwami związanymi z ziemią, płodnością i uzdrawianiem (Sianą, Rosmertą, Verbeią, Rigani oraz parą bóstw Bormo i Bormanusem). Wizerunki węża z baranimi rogami pojawiały się w całej Galii, głównie na północnym wschodzie i w Brytanii. Niekiedy grzbiet węża posiada grzebień, co upodabnia go do smoka. Wąż ów występuje z Jowiszem, Merkurym Cernunnosem oraz Marsem. Na słynnej figurce Marsa z Southbroom bóg dzierży dwa baraniogłowe węże, które owinęły mu się wokół nóg i przedramion.
John Matthews łączy omawiane wyobrażenia „Rogacza” z celtyckimi szamanami. Interpretacje powyższe bynajmniej się nie wykluczają, gdyż w trakcie ceremonii kapłani zwykli byli utożsamiać się z bogami lub – jak kto woli – bogowie wcielali się w nich, używając ich niczym instrumentu.

Na koniec ciekawostka. Otóż w czasach Antoniusa Piusa (86–161 r. p.n.e.) na Wschodzie był rozpowszechniony kult Glykona, długowłosego węża o ludzkich oczach i uszach oraz baranim (?) pysku. Miał on być efektem reinkarnacji boga Asklepiosa. Kult tego węża praktykowano w Paflagonii, Dacji i Mezji, i być może nawet w samym Rzymie, od czasu wspomnianego cesarza. Obchodzono misteria poświęcone Glykonowi. Na agorze miasta Parium był jego kenotaf i statua kultowa (Athenagoras, 26). Kult i wyrocznia tego bóstwa miały być dziełem Aleksandra, który wprowadził go po raz pierwszy do miasta Abonoteichos. Człowiek ów, obdarzony ujmującą aparycją, posiadał umysł eklektyczny. Chwalił się, że jest uczniem Apolloniosa z Tyany. Aleksander, dzięki ożenkowi swej młodej córki ze starym prokonsulem Azji Rutilianusem, miał zapewnioną bezkarność w swych łajdackich poczynaniach, które omal nie doprowadziły do skazania go na śmierć. Aby stworzyć wyrocznię Glykona, ten mistyfikator posłużył się udomowionym wężem, którego przywiózł z Pelli w Macedonii. Zafundował mu nakładaną, prawie ludzką głowę, zrobioną z malowanego  materiału z włosia końskiego. Tak sprokurowany wizerunek Glykona bardzo był podobny do hipostazy Khuma, boga-stwórcy z późnej mitologii egipskiej. Ten ostatni reprezentowany był na wielu gnostyckich gemmach jako bóg w postaci węża z głową lwa. Aleksander zwalczany był jako fałszywy prorok i wulgarne indywiduum przez Lukiana z Samosaty (Alexander Pseudomantis, 13–19). Natomiast kult Glykona przetrwał około jednego wieku i znalazł m.in. swe odbicie na monetach w Tomis.

Nie jest do końca jasne, jaka doktryna wiązała się z tym wyobrażeniem. Czy jest jednak przypadkową zbieżnością, iż Glykon był szczególnie czczony na terenach zasiedlonych przez Daków i Traków, a więc tam, gdzie około dwa wieki wcześniej wykonano srebrny kocioł z Himmelandu, krainy dzikich Cymbrów?

 


 


LITERATURA WYBRANA:
Avalon, A. (2001). Yoga Kundalini. ścieżka poznania siebie (tłum. M. Friman). Poznań.
Botheroyd, S., Botheroyd, P.F. 1998). Słownik mitologii celtyckiej (tłum. P. Latko). Katowice.
Czarnowski, S. (1956). Dzieła. Warszawa.
De Vries, A. (1974). Dictionary of Symbols and Imagery.
Dillon, M., Chawick, N.K. (1975). Ze świata Celtów. Warszawa.
Eliade, M. (1988/1994/1995). Historia wierzeń i idei religijnych (t.1–3). Warszawa.
Eliade, M. (1997). Inicjacja, obrzędy, stowarzyszenia tajemne, narodziny mistyczne (tłum. K. Kocjan). Kraków.
Ellis, P.B. (1998). Druidzi. Warszawa.
Gąsowski, J. (1978). Mitologia Celtów. Warszawa.
Green, M.J. (2001). Mity celtyckie (tłum. J. Kolczyńska). Warszawa.
Grenier, A. (2002). Historia Galów (tłum. A. Delahaye, M. Hoffman). Gdańsk – Warszawa.
Gierek, B. (1998). Celtowie. Kraków.
Heaney, M. (1996). Za dziewiątą falą. Księga legend irlandzkich (tłum. M. Godyń). Kraków.
Jung, C.G. (200ł). Psychologia kundalini-jogi. Seminaria. Wg notatek z seminariów 19ł2
(opr. Sonu Shamdasani, tłum. R. Reszke). Warszawa.

Kendrick, T.D. (1996). The Druids. London.
Kepinski, A.M. (1993). Słownik mitologii ludów indoeuropejskich. Poznan.
Krzak, Z. (1994). Megality Europy. Warszawa.
Lukian (1957). Pisma wybrane (tłum. W. Matyda).Warszawa: PIW.
Markale, J. (1988). Wercyngetoryks (tłum. H. Oledzka). Warszawa: PIW.
Matthews, J. i C. (1997). Mitologia Wysp Brytyjskich (tłum. Z. Ziółkowska). Poznan.
Matthews, J. (1991). Taliesin. Shamanism and the bardic misteries in Britain and Ireland. London .
Piggott, S. (2000). Druidzi (tłum. J. Tyczynska, J. Prokopiuk). Warszawa.
Powell, T.G.E. (1999). Celtowie (tłum. P. Taracha). Warszawa.
Rawson, Ph. (1988). The Art of Tantra. Hudson. London.
Rawson, Ph. (1991).Tantra and the Indian Cult of Ectstasy. Singapore.
Rochala, P. (2007). Imperium u progu zagłady. Najazd Cymbrów i Teutonów. Warszawa.
Rozen-Przeworska, J. (1964). Tradycje celtyckie w obrzędowości Protosłowian. Wrocław – Warszawa – Kraków.
Rozen-Przeworska, J. (1971). Religie Celtów. Warszawa.
Rosen-Przeworska, J. (1976). Ikonografia wschodnioceltycka. Wroc3aw – Warszawa – Kraków – Gdansk.
Schlette, F. (1987). Celtowie (tłum. S. Lisicka, B. Wierzbicka). Łódź.
Scott, M. (1989). Kundalini in the Physical World. Publ. Arcana.
Tain, czyli uprowadzenie stad z Cuailnge (1983). (Tłum. E. Bryll, M. Goraj). Warszawa.
The Celts (1991). Milano.
The Oxford Illustrated Prehistory of Europe (1994). Ed. Barry Cunliffe. Oxford – New York.
Vitebsky, P. (1996). Szaman (tłum. Z. Dalewski). Warszawa.
Wergiliusz (Publius Vergilius Maro) (1987). Eneida (tłum. Z.Kubiak). Warszawa.

 
 

 

KU STRONOM STRYCHOWYM