|
Kiedy przyprowadzono jeńców do obozu, kapłanki (...) z
mieczem w ręku wychodziły im naprzeciw i po uwieńczeniu kwiatami wiodły ku ogromnemu miedzianemu basenowi, mogącemu zawierać dwadzieścia
amfor; o naczynie to oparta była jakby drabina. Jedna z kapłanek wchodziła na nią, wciągała każdego jeńca na wysokość naczynia, na którym
stała, po czym go zarzynała” – tak pisał geograf grecki Strabon (VII,
2; ur. ok. 68 p.n.e. – zm. ok. 20 n.e.) o przerażających metodach wróżenia
z krwi jeńców, jakie praktykowali w starożytności Cymbrowie. Kim był ów lud, który wyłonił się z mrocznych puszcz północnej Europy, by
z dziką zajadłością uderzyć na państwo rzymskie?
Kolebką Cymbrów i spowinowaconych z nimi Teutonów była północna
Jutlandia. Stąd plemiona te, zrujnowane przez wylewy morza, ruszyły w 115 r. p.n.e., rozpoczynając wojnę przeciw Rzymowi. Ich wędrującą
armię wzmacniali kolejno wojownicy Ambronów, Bojów, Volków, Taurysków,
Skordisków i Helwetów. Miało ich być aż 300 tysięcy (liczba grubo przesadzona!), wraz z kobietami i dziećmi jadącymi na wozach, gdy w 113
r. p.n.e. przebyli Las Hercyński, by dotrzeć do Illiricum. Pobili armię konsula
Knejusa Papiriusa Karbo pod Noreją, potem w 109 r. zwyciężyli konsula
Markusa Janiusa, a w 105 r. armię konsula Knejusa Mauliusa i prokonsula
Kwintusa Serviliusa Caepia. Przekroczywszy Ren, pomaszerowali przez obszary dzisiejszej Francji i dotarli do Hiszpanii, skąd w 102 r. zostali odparci
przez Celtyberów. Ich grabieżcza wędrówka zakończyła się pod Vorcellae
w 101 r. p.n.e., gdzie pokonał ich Mariusz i zginął ich król Boiorix ze
140 tysiącami wojowników, a 60 tysięcy Cymbrów dostało się do niewoli.
Po klęsce zadanej im na Polach Raudyjskich kobiety cymbryjskie wraz z dziećmi popełniły zbiorowe samobójstwo przy wozach taborowych.
O przynależność etniczną Cymbrów od wieków toczy się spór. Wątpliwości
mieli już starożytni dziejopisowie. To Celtowie! – twierdzili Cyceron,
Salustius i Appian. To Germanowie! – upierali się Strabon, Tacyt, Plutarch, Cezar i
Wellejus. Spór trwa do dziś, toteż zarówno Cymbrów, jak i Teutonów umieszcza się bądź to w historii Germanii, bądź też Celtyki.
Nazwy obu ludów są celtyckie. Czysto celtyckie imiona nosili również ich
królowie (Boiorix, Cassarix, Lugius, Claodicus, Teutobudus).
W roku 1891 w bagnie koło Gundestrup niedaleko Aars, w Himmerlad (= Kraj Cymbrów) w Danii dokonano rewelacyjnego odkrycia. Znaleziono
srebrny kocioł o średnicy ok. 70 cm, wysokości 42 cm i wadze około 9
kg. Składał się on z 13 blach. Był zdemontowany i zdeponowany na suchym miejscu bagniska, jak to dowiodły badania palynologiczne. Tajemnicze
wyobrażenia bóstw i religijnych scen na segmentach kotła czynią go jednym z najważniejszych dzieł sztuki europejskiej prahistorii. Zarówno
pochodzenie tego kotła, jak i interpretacja poszczególnych scen i postaci ciągle jeszcze wywołują w gronie fachowców niegasnące dyskusje.
Broń i ornamenty przedstawione na kotle datują go na ok. 100 r. p.n.e. Styl i wykonanie kotła są czysto trackie, natomiast zdecydowana
większość motywów – absolutnie celtycka. Kto zatem wykonał kocioł i w
jakim miejscu? Dotychczas znaczna część badaczy wskazywała na Galię,
lecz coraz więcej dowodów i argumentów przemawia za lokalizacją miejsca
produkcji nad dolnym Dunajem. Jak można pogodzić te sprzeczności?Jakim sposobem kocioł wykonany na terenie Tracji mógł
znaleźć się w północnej Danii?
Zdaniem Fleminga Kaqula, najlepsze rozwiązanie tej zagadki przynosi historia celtyckiego plemienia Skordisków
(Scordisci), które w III w. p.n.e. osiedliło się częściowo na terenach Traków. Znane z historycznych przekazów,
to tajemnicze plemię zostało zlokalizowane przez archeologów w północno-zachodniej Bułgarii. Odkryte tam groby gruntownie dowodzą
pokojowej koegzystencji trackich Tryballów (Triballoi) z celtyckimi
Skordiskami. Koegzystencję tę potwierdzają także źródła historyczne. Miejsce
wykonania kotła byłoby więc możliwe jedynie na terytorium symbiotycznie
związanych ze sobą plemion, w społeczności, której służył jako religijny
i polityczny środek wzmacniający moc wspólnego królestwa. Z obszaru tego kocioł prawdopodobnie zabrali
Cymbrowie, którzy w czasie wojennego rajdu po Europie mieli również kontakty ze Skordiskami. Ten
dar (łup wojenny?) został potem przez Cymbrów złożony w roli wota w
bagnach ich rodzinnego Himmerlandu.
Na tym bynajmniej nie kończą się zagadki kotła z Gundestrup. Kolejną
stanowią sceny wyobrażone na srebrnych blachach naczynia. Większość
uczonych wiąże je z mitologią celtycką i postaciami boga Cernunnosa,
boginiami w typie Wielkiej Matki itp. Jednakże zdumienie budzą przedstawione
na kotle zwierzęta. Są to: tygrys (?), słoń i delfin. Dwa pierwsze wskazywałyby na ich bardzo dalekie pochodzenie. Dlatego też S. Muler i
inni w postaciach tych widzieli wpływy idące z dalekich Indii czy Iranu.
Zbieżności i podobieństwa dostrzegano także w postaciach bóstw, które
porównywano do hinduskich (Sri-Lakszmi, Hariti, Czakravartin) lub do uniwersalnego „władcy wszechświata”. Wiele dyskusji wywołało przedstawienie
rogatej postaci, trzymającej w jednej ręce baraniogłowego węża, w drugiej zaś naszyjnik, tzw. torques. Osobnik ów siedzi wśród zwierząt z
podwiniętymi nogami. Pozycja, w której jest wyobrażony, niedokładnie
co prawda, lecz w głównych zarysach odtwarza hinduską asanę lotosu (padmasana), powszechnie znaną jako „pozycja Buddy”. Dokładnie taką
samą pozę przedstawiają: posążek z osiedla Lukaszewka II w Mołdawii,
kilkanaście wyobrażeń z Francji (z Roquepartuse, Reims, Vandśuores) z
II–I w. p.n.e., a także bóstwo, które zdobi północny krzyż w Clanmacnoise
hr. Offaly (Irlandia) z VIII–X w. Motyw postaci „w pozycji Buddy” (ze
swastykami i sauwastykami na piersiach) znajduje się także na okuciu wiadra z królewskiego grobu z IX w. z Oseberg (Norwegia). W tym
ostatnim przypadku sądzi się, że jest to dowód na trwałość pewnych
archaicznych wątków, a jednocześnie może być wskazówką, że para królewska
pochowana w Oseberg, pełniąc także funkcje kapłańskie, hołdowała reliktom wierzeniowym ze starszego okresu. Jednym słowem asana
lotosu znana była na znacznym obszarze Celtyk, a także Skandynawii. Jakie wynikają z tego implikacje?
Autorzy wydanej w 1994 r. książki The Oxford Illustrated Prehistory of
Europe twierdzą, że jest to dowód na znajomość technik tantra jogi. Techniki
te miały rozpowszechnić się z Indii do Europy za pośrednictwem szamanów euroazjatyckich ludów stepowych. Za dowód istnienia hierogamii
(= świętego małżeństwa) lub też pozycji in-jab stosowanej w
tantrze, uważana jest scenka wyobrażona na plakietce z trackiego skarbu z
Letnicy okr. Lovec (Bułgaria), datowanego na ok. 400–350 r. p.n.e. Stojąca
za kochanką postać kobieca ma w rękach dzban (woda życia?) oraz złotą
gałąź, którą kieruje w stronę wojownika. Złotą gałąź pamiętamy z Eneidy [Ks. VI,
190 (135)–210 (148)] Wergiliusza, gdzie Sybilla kumejska radzi
Eneaszowi:
Zobaczyć Tatar ciemny... Jeśli pragniesz
Podjąć obłędny trud, słuchaj, co najpierw
Trzeba uczynić. Na cienistym drzewie
Kryje się – złota liśćmi i łodygą
Giętką – gałązka. Junonie podziemnej
Jest poświęcona. Tę gałązkę cały
Bór tai, mgliste doliny osnuły
Cieniami. Ale tylko temu dano
Zstąpić w zapadłe pod ziemią czeluście.
Kto pierwej uszczknie złotolistny rozkwit.
To złoto każe sobie przynieść jako
Dar jej należny piękna Prozerpina.
Kiedy się jedną gałązkę oderwie,
Zaraz tam druga wyrasta złocista,
Listniejąc takim samym kruszcem. Przeto
Oczyma szukaj jej wysoko. Skoro
Znajdziesz ją, zerwij nabożnie. A sama
Z własnej się woli podda, jeśli losy
Wzywają ciebie. Jeśli nie – to choćbyś
Najtwardszym szarpał ją żelazem,
żadną
Mocą nie zdołasz jej zdobyć.
(przeł. Z. Kubiak)
Gałąź ta stanowiła swego rodzaju przepustkę do świata zmarłych,
należała do władczyni tego świata, która była mrocznym aspektem Wielkiej
Bogini. Tę boginię wizualizuje się w trakcie praktyk tantryckich. Czy hipotezy
te są prawdopodobne?
Powszechnie sądzi się, że spotkanie Zachodu (tj. Europy) ze Wschodem nastąpiło dopiero w czasach Aleksandra Wielkiego. Zapomina się o tym, że
do Indii dotarli znacznie wcześniej Ariowie, których przodkowie mieli swe
siedziby właśnie w Europie. Step nigdy nie dzielił ludzi. Był jak morze,
które łączy kontynenty. Dowiedziono, że konna podróż z Azji środkowej
do kraju nad Wisłą trwała tylko trzy miesiące! Ze Wschodu od tysiącleci
nieprzerwanie płyną na Zachód idee, nowe doktryny i herezje, o czym doskonale wiedzą badacze gnozy, manicheizmu, zaratusztranizmu i in.. Owe
„nowinki” nieśli ze sobą kupcy, żołnierze, mnisi, misjonarze i... bramini.
Historycy starożytni (Dion Cassius LIV, 9, ą0; Strabon XV, I, 7ł) opowiadają o braminie imieniem Zarmaros lub
Zarmanochegos, który przybył do sanktuarium w Elizjum (Grecja) w 20 r. p.n.e., właśnie wtedy, gdy
ponownie przebywał tam August, i żądał, by wtajemniczono go w misteria.
Po wzięciu udziału w epopteia, bramin wszedł w ogień i został spopielony.
Jak podaje Klemens Aleksandryjski (Kobierce I, XV: 5), wedle Megastenesa (Historia Indii, ks. III), ,,wszystko co starożytni Helenowie
powiedzieli o naturze, można znaleźć u filozofów poza Helladą, częściowo
na gruncie hinduskim u brahmanów...”.
Ilu było „mędrców Wschodu”, którzy w zamierzchłych czasach skierowali
swe kroki ku Europie? Tego nie wie nikt. Warto tu podkreślić zdumiewający archaizm kultury celtyckiej i bardzo liczne jej paralele z Indiami
starożytnymi, co stwierdzają tacy wybitni badacze, jak G. Dumézil, M.
Dillon, J.E.C. Williams i in. Zwracają oni m.in. uwagę na koncepcję tajnego
nauczania druidów, która wykazuje ścisłą analogię do ezoteryzmu Upaniszadówi ... tantryzmu. Zazwyczaj wszystkie te zjawiska tłumaczy się
wspólną indouropejską przeszłością i konserwatyzmem społeczności archaicznych.
Ale czy taka odpowiedź wystarcza? Kocioł z Gundestrup dowodzi,
że kontakty ze Wschodem były znacznie żywsze, niż się dotychczas sądziło.
Liturgiczny kocioł Skordisków jest również świadectwem istnienia ścisłego związku między ludami trackimi i celtyckimi, które przez jakiś czas
współzamieszkiwały na terenach naddunajskich, tworząc tam mieszaną wspólnotę. Nie jest to nic nowego w przypadku Celtów. Liczne przekazy
historyczne mówią o Celto-Iberach, Celto-Ligurach, Celto-Scytach czy Celto-Germanach. Jak widać, lud ten bynajmniej nie hołdował doktrynie „czystości”
rasowej lub plemiennej. Tą schizofreniczną ideą zostały zarażone niektóre ludy Europy dopiero w racjonalistycznym XX w. Archaiczny etnocentryzm
nigdy nie oznaczał zoologicznego rasizmu.
W starożytności o powstaniu społeczności mieszanej, o symbiotycznych
związkach polityczno-gospodarczych decydowali głównie przywódcy plemienni i rodowi, posiadający poparcie kapłanów. Jest całkiem zrozumiałe, że w takich sytuacjach pomiędzy kapłanami dwóch zjednoczonych
plemion dochodziło do „owocnej wymiany doświadczeń”, tym bardziej że
doświadczenia te wywodziły się ze wspólnej, jeszcze neolitycznej indoeuropejskiej
tradycji. Do niej należy również – moim zdaniem – wiara w reinkarnację, której początki biorą się z ekstatycznych doświadczeń szamańskich.
U Traków ekstatyczne doświadczenia religijne związane były z kultem
typu „dionizyjskiego” (orgiastycznego). Wierzyli oni w nieśmiertelność i
stan szczęśliwości duszy wyzwolonej z okowów ciała. W krańcowej sytuacji
niektórzy z Traków wpadali w egzaltację śmiercią i deprecjonowali nawet samo istnienie. Herodot (V, 4) powiada, że Trausowie szlochali
podczas narodzin dziecka, chowali zaś swych zmarłych z radością. Dla
licznych autorów starożytnych nie było wątpliwości, że szalona odwaga
Traków w walce miała swe przyczyny w ich przekonaniach eschatologicznych.
Już w V w. p.n.e. Herodot tłumaczył wierzenia Getów w nieśmiertelność
duszy wpływami pitagorejskimi. Powiadał, że Zalmoxis był niewolnikiem Pitagorasa. Kiedy z niewoli tej został uwolniony, udał się
do Traków, szerząc nową religię. W końcowym efekcie sam miał zostać
bogiem. W każdym razie czczony był przez Traków, a jego dzieje, łącznie
z tajemniczym przebywaniem w jaskini, dowodzą – jak sądzę – że należał
do tego samego typu inicjowanych, co greccy Epimenides z Krety, Empedokles
i in. On również doświadczył spotkania z wewnętrznym światłem, doznał unio
mistica.
Z kolei Hipolit (Philosophumena, II, 25) twierdził, że tracki niewolnik
Pitagorasa, Zalmoxis, który stworzył oryginalną religię i został nawet ubóstwiony
przez rodaków, miał rozpowszechnić doktrynę pitagorejską także wśród Celtów. Legenda ta dowodzi przede wszystkim doniosłości przypisywanej
tradycji, która definiowała religię Zalmoxisa przez wiarę w nieśmiertelność duszy i metempsychozę. Patrząc na te zjawiska od strony
ludów śródziemnomorskich, można by sądzić – za greckimi i rzymskimi
dziejopisami – że owe idee rozchodziły się jak fale na jeziorze, od mędrców
i społeczności greckich począwszy, poprzez Rzymian i Traków, dalej na północ, do Celtów i innych barbarzyńców. Wpływ kultur śródziemnomorskich
na Europę środkową i północną istniał już od czasów neolitu i nigdy nie uległ poważnemu osłabieniu. Dotyczy to przede wszystkim
kultury materialnej, techniki i technologii. Jeśli zaś chodzi o tajemne doktryny,
to poważni religioznawcy (np. H. Hubert) są zdania, że to właśnie druidyzm wpłynął na ludy bałkańskie, np. na zachodnich Daków i Traków.
Świadczy o tym istnienie tajemnych bractw geto-dackich, wiara w nieśmiertelność, istnienie świętej wiedzy typu inicjacyjnego oraz ogromne
znaczenie arcykapłana.
Tak czy inaczej, wiarę w reinkarnację znały wszystkie europejskie ludy barbarzyńskie graniczące z cywilizacją grecko-rzymską. Rzecz jasna
dotyczyło to głównie wtajemniczonych. Ich wzajemne kontakty mogły co
najwyżej wiarę tę umacniać. Przyjrzyjmy się jeszcze raz kotłowi z Gundestrup. Na jednej z wewnętrznych
blach przedstawiona jest scena dość powszechnie interpretowana jako obrzęd inicjacyjny wojowników. Przedzielona jest ona poziomo
leżącym drzewem, u którego korzeni ulokowano psa, a dalej, na lewo, gigantyczną postać męską dokonującą zanurzenia wojownika w kotle.
Piesi tarczownicy z włóczniami wędrują w stronę tej postaci, a przygrywają im na wielkich trąbach –
carnyxach – trzej muzykanci. W górnym pasie sceny w odwrotną stronę galopują na koniach czterej wojownicy,
których prowadzi baraniogłowy wąż.
Aby zrozumieć tę scenę, musimy przypomnieć sobie sens inicjacji.
Oznacza ona istotną przemianę duchową i przejście przez śmierć, rytualny
zgon „starego” człowieka i narodziny „nowego”. Wizerunek rośliny to
obraz Drzewa Życia (crann beatha), którego korzenie znajdują się w świecie
podziemnym, gdzie stróżuje pies piekielny. Wojownicy piesi maszerują w lewo, ku korzeniom Drzewa
Życia. Ruch „w lewo” u Celtów oznaczał jednocześnie ruch ku dołowi, a więc do krainy zmarłych. Marsz odbywa
się przy dźwiękach instrumentów zdobionych również symbolami chtonicznych
mocy – głowami dzików. Trąb takich używano w czasie wielkich rytuałów i bitew. Osobnicy, których hełmy zdobione są figurkami
dzików lub ptaków, to królowie lub wodzowie. Jeźdźcy opuszczający krainę śmierci jadą „w prawo”, a więc ku górze, ku niebiosom i ku szczytowi
Drzewa Życia. Poruszają się szybko, są wspaniali niczym królowie.
Gigantyczna postać „mistrza ceremonii” wyobraża boga, który dokonuje
przeobrażenia kondycji wojownika. Z pieszego czyni go jeźdźcem, nobilitując go poprzez zanurzenie w kotle. Boga tego utożsamiają celtolodzy z
Teutatesem, którego pisarze starożytni nazywali raz Marsem, a raz Merkurym.
Jego imię wywodzi się z touto-tati-s tj. „Ojciec Rodu”, „Ojciec Plemienia”,
czyli ten, kto po ojcowsku opiekuje się ludźmi w czasie pokoju i wojny. Występuje także w hełmie z baranimi rogami i to zwierzę jest jego
atrybutem. Dodajmy jeszcze, że – zdaniem J.J. Hatta – dzik jeszcze przed
I w. p.n.e. był kojarzony z Teutatesem i dzielił z nim funkcje opiekuńcze.
W końcu dzik stał się symbolem tego boga, nazywano go wręcz
„bogiem dzikiem”. Wojownik utożsamiał się z dzikiem i liczył na jego opiekę.
Co symbolizuje kocioł i kto jest jego właścicielem? W wierzeniach Celtów kocioł przypomina tygiel alchemika, w którym dokonuje się transmutacja
metali, a na koniec procesu otrzymuje się złoto. Kocioł to łono i związana z nim płodność, to symbol „obfitości i dobrobytu”, znak wiedzy
tajemnej i inspiracji poetyckiej, instrument odrodzenia i wyroczni. Dodajmy,
że kotły z czasem zastąpił św. Graal. Zostały one również włączone
do insygniów Brytanii.
Walijski poeta Gwion-Taliesin miał na swych palcach trzy krople z
kotła Cerridwen, które dały mu wiedzę wszystkich czasów i poetycką
inspirację. Irlandzki król Matholow(y)ch posiadał kocioł służący do przywracania
zabitych żołnierzy do życia. Interesujące wypowiedzi o kotłach znajdujemy w walijskim poemacie
Mabinogion. W opowieści Peredur bohater „Przeszedł na dwór Króla Cierpień. Wchodząc, ujrzał tylko kobiety.
Na jego widok pochyliły się i serdecznie go powitały. Zaczynał rozmawiać
z nimi, kiedy ujrzał konia niosącego w siodle trupa. Jedna z kobiet wstała, zdjęła nieboszczyka z siodła. Wykąpała go w stojącym niżej niż
drzwi kadzi pełnej ciepłej wody i natarła go cenną maścią. Człowiek
odżył, skłonił się jej i ukazał radosną twarz” (t. 2, s. 94).
A oto fragment drugiej wersji Mabinogion walijskiej, której bohaterem
jest Bran Błogosławiony:
„Abyś nie czuł się pokrzywdzony, damy ci kocioł mający taką właściwość: jeśli ci dziś zabiją człowieka, wystarczy wrzucić
go do tego kotła, by nazajutrz czuł się lepiej niż kiedykolwiek dotąd, tyle
że nie będzie miał daru słowa”.
Kąpiel w rosole z klaczy wchodziła u Celtów w skład królewskich obrzędów inicjacyjnych. W
Tain Bo Cualigne starzec Ilech, nagi wojownik, wierzył w magiczną, odmładzającą kąpiel ze szpiku kości ulsterskich
krów i z wyłupionych goleni Connachtczyków. Kąpiel w kotle z jednej strony wiąże się z rytualną śmiercią, „powrotem do łona”, z drugiej zaś
z oczyszczeniem, powtórnymi narodzinami i uzyskaniem nowej kondycji duchowej. Analogiczne rytuały znamy z inicjacji szamanów samojedzkich,
podczas których odbywa się gotowanie w kotle pokawałkowanego ciała adepta. Oczywiście cała operacja dotyczy stanów umysłu. Oznacza ona
dezintegrację psychiczną, po której następuje integracja na wyższym poziomie.
Analogiczny motyw istnieje w greckim micie o Medei i Peleusie, a także w wierszu
Tukaj Adama Mickiewicza, doskonale obeznanego z symboliką rytuałów masońskich. Symbole kotła, kąpieli i gotowania pokawałkowanych ciał są uniwersalne. Istniały już co najmniej w neolicie, w
czasach kultury megalitycznej, w której, jak to dowiódł Zygmunt Krzak,
miały miejsce pośmiertne inicjacje typu szamańskiego.
W mitach Celtów z Wysp Brytyjskich kocioł wiedzy tajemnej, życia i
obfitości pożywienia zawsze pochodził z wód jeziora lub morza, a więc z
miejsca śmierci i narodzin życia. Naczynie olla było atrybutem celtyckiego
boga Sucellusa, zwanego także Smert (ullos), Smertios, Dagda, Olla Athir itd., panującego zarówno nad światem zmarłych, jak i żywych. Bóg
ten w jednej ręce trzymał naczynie olla (= płodność, życie), w drugiej zaś
buławę, topór lub młot (= śmierć). Dodajmy, że imiona tego boga zawierają ten sam
źródłosłów, co słowiańskie słowo „śmierć”. Sądzić należy, że
właśnie ten bóg dokonuje inicjacji wojowników na scenie wyobrażonej na
kotle z Gundestrup. Istotny jest tam jeszcze jeden element – baraniogłowy
wąż, który wyprowadza wojowników z krainy zmarłych. Znamy go już z innej sceny na tym kotle, gdzie występował jako trzymany w ręce
rogatego mężczyzny. Podobny „rogacz” istnieje na rycie naskalnym w
Valcamonica (Włochy), datowanym na IV w.p.n.e. Tam również towarzyszy
mu rogaty wąż. Bóstwo to łączone bywa zazwyczaj z Panem Dzikiej Zwierzyny, z Cernunnosem (gal. cernunn = „jeleń”, stąd teonim wykłada
się jako „Rogaty”). To bóg świata zmarłych lub też wcielenie
Esusa. Dodajmy, że teonim cairn – „wierzchołek, szczyt” (nazwa kurhanu) również
ma związek z imieniem Cernunnosa. W mitach celtyckich z północnej Brytanii występował również Belatucadros („jasny, promieniujący”), bóg
wojny, którego Rzymianie utożsamiali z Marsem. Był on rogatym bóstwem
północy.
Marianne
Gorman, analizując sztukę naskalną południowej Skandynawii, stwierdza w niej liczne wyobrażenia węży i innych motywów
charakterystycznych dla religii celtyckiej. Jej zdaniem, w tym czasie można
mówić o istnieniu na tych terenach wielkiego wpływu Celtów na ówczesne
wierzenia germańskie.
Inicjacje wojowników wiążą się z doznaniami z pogranicza śmierci. Wąż z głową barana (baran = symbol ognia) to zapewne wyobrażenie
ognistego węża kundalini. Wspomnijmy w tym miejscu inicjacje wojowników
indoeuropejskich i ich magiczny żar uzyskiwany w trakcie tych obrzędów.
W irlandzkich sagach Cernunnos występuje jako Conall Cerach („Noszący Rogi”). W jego życiu wielką rolę odgrywa wąż. Gdy ulsterski heros
udał się w Alpy, aby uwolnić synów przyjaciela oraz jego porwaną żonę,
napotkał straszliwego węża, przed którym go wielokrotnie ostrzegano.
Gdy Conall zbliżył się do zamku, gad owinął mu się wokół pasa i pozostał
tam tak długo, dopóki misja Noszącego Rogi nie została wypełniona. Conall
uwolnił pojmanych oraz zabrał z zamku najcenniejsze skarby. Rozstali się z wężem „nie wyrządziwszy sobie nawzajem żadnej krzywdy”.
Dla Celtów wąż był symbolem bogini-matki i boga-stwórcy jednocześnie,
ale także uosobieniem sił, które bezustannie odnawiały kosmos, pobudzały do życia rośliny i stymulowały popęd płciowy ludzi i zwierząt.
Dlatego też gady te występowały z bóstwami związanymi z ziemią, płodnością i uzdrawianiem (Sianą, Rosmertą, Verbeią, Rigani oraz parą bóstw
Bormo i Bormanusem). Wizerunki węża z baranimi rogami pojawiały się w całej Galii, głównie na północnym wschodzie i w Brytanii. Niekiedy
grzbiet węża posiada grzebień, co upodabnia go do smoka. Wąż ów występuje z Jowiszem, Merkurym Cernunnosem oraz Marsem. Na słynnej
figurce Marsa z Southbroom bóg dzierży dwa baraniogłowe węże, które
owinęły mu się wokół nóg i przedramion.
John Matthews łączy omawiane wyobrażenia „Rogacza” z celtyckimi szamanami. Interpretacje powyższe bynajmniej się nie wykluczają, gdyż
w trakcie ceremonii kapłani zwykli byli utożsamiać się z bogami lub – jak
kto woli – bogowie wcielali się w nich, używając ich niczym instrumentu.
Na koniec ciekawostka. Otóż w czasach Antoniusa Piusa (86–161 r.
p.n.e.) na Wschodzie był rozpowszechniony kult Glykona, długowłosego węża o ludzkich oczach i uszach oraz baranim (?) pysku. Miał on być
efektem reinkarnacji boga Asklepiosa. Kult tego węża praktykowano w Paflagonii, Dacji i Mezji, i być może nawet w samym Rzymie, od czasu
wspomnianego cesarza. Obchodzono misteria poświęcone Glykonowi. Na agorze miasta Parium był jego kenotaf i statua kultowa (Athenagoras,
26). Kult i wyrocznia tego bóstwa miały być dziełem Aleksandra, który
wprowadził go po raz pierwszy do miasta Abonoteichos. Człowiek ów, obdarzony ujmującą aparycją, posiadał umysł eklektyczny. Chwalił się, że
jest uczniem Apolloniosa z Tyany. Aleksander, dzięki ożenkowi swej młodej
córki ze starym prokonsulem Azji Rutilianusem, miał zapewnioną bezkarność
w swych łajdackich poczynaniach, które omal nie doprowadziły do skazania go na śmierć. Aby stworzyć wyrocznię Glykona, ten mistyfikator
posłużył się udomowionym wężem, którego przywiózł z Pelli w Macedonii.
Zafundował mu nakładaną, prawie ludzką głowę, zrobioną z malowanego
materiału z włosia końskiego. Tak sprokurowany wizerunek Glykona bardzo był podobny do hipostazy
Khuma, boga-stwórcy z późnej mitologii egipskiej. Ten ostatni reprezentowany był na wielu gnostyckich gemmach
jako bóg w postaci węża z głową lwa. Aleksander zwalczany był jako fałszywy prorok i wulgarne indywiduum przez Lukiana z Samosaty
(Alexander Pseudomantis, 13–19). Natomiast kult Glykona przetrwał około jednego wieku i znalazł m.in. swe odbicie na monetach w Tomis.
Nie jest do końca jasne, jaka doktryna wiązała się z tym wyobrażeniem.
Czy jest jednak przypadkową zbieżnością, iż Glykon był szczególnie
czczony na terenach zasiedlonych przez Daków i Traków, a więc tam, gdzie około dwa wieki wcześniej wykonano srebrny kocioł z
Himmelandu, krainy dzikich Cymbrów?
LITERATURA WYBRANA:
Avalon, A. (2001). Yoga Kundalini. ścieżka poznania siebie (tłum. M.
Friman). Poznań.
Botheroyd, S., Botheroyd, P.F. 1998). Słownik mitologii celtyckiej (tłum. P. Latko). Katowice.
Czarnowski, S. (1956). Dzieła. Warszawa.
De Vries, A. (1974). Dictionary of Symbols and Imagery.
Dillon, M., Chawick, N.K. (1975). Ze świata Celtów. Warszawa.
Eliade, M. (1988/1994/1995). Historia wierzeń i idei religijnych (t.1–3). Warszawa.
Eliade, M. (1997). Inicjacja, obrzędy, stowarzyszenia tajemne, narodziny mistyczne (tłum. K.
Kocjan). Kraków.
Ellis, P.B. (1998). Druidzi. Warszawa.
Gąsowski, J. (1978). Mitologia Celtów. Warszawa.
Green, M.J. (2001). Mity celtyckie (tłum. J. Kolczyńska). Warszawa.
Grenier, A. (2002). Historia Galów (tłum. A. Delahaye, M. Hoffman). Gdańsk – Warszawa.
Gierek, B. (1998). Celtowie. Kraków.
Heaney, M. (1996). Za dziewiątą falą. Księga legend irlandzkich (tłum. M. Godyń). Kraków.
Jung, C.G. (200ł). Psychologia kundalini-jogi. Seminaria. Wg notatek z seminariów
19ł2
(opr. Sonu Shamdasani, tłum. R. Reszke). Warszawa.
Kendrick, T.D. (1996). The Druids. London.
Kepinski, A.M. (1993). Słownik mitologii ludów indoeuropejskich. Poznan.
Krzak, Z. (1994). Megality Europy. Warszawa.
Lukian (1957). Pisma wybrane (tłum. W. Matyda).Warszawa: PIW.
Markale, J. (1988). Wercyngetoryks (tłum. H. Oledzka). Warszawa: PIW.
Matthews, J. i C. (1997). Mitologia Wysp Brytyjskich (tłum. Z. Ziółkowska). Poznan.
Matthews, J. (1991). Taliesin. Shamanism and the bardic misteries in Britain and
Ireland.
London .
Piggott, S. (2000). Druidzi (tłum. J. Tyczynska, J. Prokopiuk). Warszawa.
Powell, T.G.E. (1999). Celtowie (tłum. P. Taracha). Warszawa.
Rawson, Ph. (1988). The Art of Tantra. Hudson. London.
Rawson, Ph. (1991).Tantra and the Indian Cult of Ectstasy. Singapore.
Rochala, P. (2007). Imperium u progu zagłady. Najazd Cymbrów i Teutonów. Warszawa.
Rozen-Przeworska, J. (1964). Tradycje celtyckie w obrzędowości Protosłowian.
Wrocław –
Warszawa – Kraków.
Rozen-Przeworska, J. (1971). Religie Celtów. Warszawa.
Rosen-Przeworska, J. (1976). Ikonografia wschodnioceltycka. Wroc3aw – Warszawa – Kraków
– Gdansk.
Schlette, F. (1987). Celtowie (tłum. S. Lisicka, B. Wierzbicka). Łódź.
Scott, M. (1989). Kundalini in the Physical World. Publ. Arcana.
Tain, czyli uprowadzenie stad z Cuailnge (1983). (Tłum. E. Bryll, M. Goraj). Warszawa.
The Celts (1991). Milano.
The Oxford Illustrated Prehistory of Europe (1994). Ed. Barry Cunliffe. Oxford – New York.
Vitebsky, P. (1996). Szaman (tłum. Z. Dalewski). Warszawa.
Wergiliusz (Publius Vergilius Maro) (1987). Eneida (tłum. Z.Kubiak). Warszawa.
|