Joanna Kliszko

Wizerunek mężczyzny w polskiej prozie kobiecej lat 90. 

 

Wstęp

Lata dziewięćdziesiąte w polskiej rzeczywistości literackiej wraz ze zmianą ustroju wyzwoliły u odbiorcy apetyt na przemianę, jak to określił R. Jarzębski. Niemniej nie pojawiło się arcydzieło, nie zaistniało żadna wyrobiona intelektualnie awangarda zdolna narzucić swój sposób ujmowania świata. Natomiast wyraźne odnotowano skomercjalizowanie rynku książki - szczególnie w odniesieniu do prozy - wraz z powstaniem wydawnictw prywatnych nastawionych na zysk, które za pomocą chwytów czysto marketingowych kreowały arcydzieła na tydzień. Wychodząc z tradycyjnego założenia, że kobiety są znacznie aktywniejszymi czytelnikami niż mężczyźni, tłumaczono fakt swoistej inwazji autorek prozy - zarówno tych , które posiadały dorobek artystyczny w czasach PRL, jak i debiutujących w latach dziewięćdziesiątych - właśnie popytem na literaturę kobiecą, rozumianą przede wszystkim jako coś do czytania. 
Nie tylko sukces wydawniczy mierzony nakładem z jednej strony, z drugiej - wyraźne zaistnienie kobiet piszących w życiu kulturalnym wydawał się przemawiać za tezą o swoistej inwazji kobiecości. Twarze pisarek są znane nie tylko z okładek książek. Twórcza aktywność pań, pracowitość (oprócz nowych tytułów powieściowych dodatkowo felietony w prasie kolorowej, scenariusze filmowe i telewizyjne, współpraca z teatrem telewizji) oraz również umiejętność promocji własnej osoby wprawiły męską krytykę w pewien dziwny stan. Z jednej strony manifestowała ona otwartą wrogość lub negację (artystki chuci, zwykłe grafomanki, paraliż intelektualny, kompletna głuchota na sztukę, ślepotą na miłość, literatura menstuacyjna). Z drugiej chęć pogłębionej analizy zjawiska, szukając odpowiedzi na pytanie, dlaczego kobiety mają dziś więcej do powiedzenia niż mężczyźni? Pomiędzy tymi biegunowymi stanowiskami, sytuują się głosy krytyków, dla których kwestia płci autora nie ma żadnego znaczenia. Natomiast dzięki wysiłkowi przyswojenia zachodniej krytyki feministycznej przez polskie badaczki literatury (np. H. Filipowcz, I. Iwasiów, G. Borkowską, A. Nasiłowską, E. Kraskowską) kontekst teoretyczny dla rozważań o pisaniu kobiet został znacznie rozszerzony.
Sam feminizm w wymiarze społeczno-kulturalnym jest u nas wciąż zjawiskiem marginalnym i podejrzanym, a określenie feministka nacechowane głównie negatywnie. Dlatego też pisarki wolą być traktowane jako gorszycielki (M. Gretkowska) czy skandalistki (A. Bojarska, M. Nurowska), niż przyznawać się otwarcie do sympatyzowania z tym ruchem, mimo wyraźnych dowodów, że z myślą feministyczną są dobrze zaznajomione i odnoszą się do niej bezpośrednio w swoich książkach (K. Kofta). Z drugiej strony odcinają się jednoznacznie od tradycji, którą wyznaczają cudzoziemki w polskiej literaturze z pracy G. Borkowskiej - E. Orzeszkowa, N. Żmichowska, M.J. Wielopolska, M. Dabrowska, Z. Nałkowska. Być może to akcentowanie indywidualizmu pozwala współczesnym autorkom budować świat przedstawiony, koncentrując się na postaciach w ich tu i teraz. 
Kobiety przez wieki czytały o sobie w książkach męskich autorów. I były pilnymi czytelniczkami, przyczyniając się do rozwoju literatury - od liryki dworskiej po powieść. Wyjątkowo wykraczały poza rolę czy to muzy czy właśnie odbiorcy. Ruchy emancypacyjne w XIX w. ośmielały kobiety do zabierania głosu publicznie, także w formie wypowiedzi artystycznej. Jednak w patriarchalnej rzeczywiści wystąpienia takie traktowano podejrzliwie, przyjmując, że muszą wynikać bardziej z jakiegoś defektu (fizycznego, psychicznego) autorki niż potrzeby kreacji. Skoro kompresują brak (urody, miłości), to bardziej są osobistą terapią i nie mogą trafić do świątyni prawdziwej sztuki. Krytyka musi więc twórczość kobiet traktować z pewnym pobłażaniem. Między negacją a protekcjonalnością poszerzało się systematycznie pole literatury tworzonej przez kobiety i to nie tylko dla kobiet. Lata 70. , tzw. druga fala feminizmu, a wraz z nią wysiłek budowania własnej teorii kultury, w której gender studia zajmują centralne miejsce, uwolniła tę twórczość od potrzeby akceptacji krytyka-mężczyzny. Męskość i żeńskość rozpatrywana jako kulturowe znaki płciowości stała się podstawą przewartościowania tradycyjnego patrzenia na kulturę.
[...]
Poszukiwanie źródeł odmienności pisarstwa kobiet - tu w znaczeniu odrębnej grupy literackiej - według E. Showalter, powinno uwzględniać cztery zagadnienia: badanie jego związków z ciałem kobiecym, językiem kobiet, psychiką oraz kulturą kobiecą. Znaczenie ciała jako źródła obrazowania nadaje twórczości kobiet charakter intymny, konfesyjny. Jego ekspresja musi być zapośredniczona przez struktury języka, "języka ciemiężcy" nacechowanego seksizmem, gdyż własnego zostały pozbawione (którego ślady zachowały się szczątkowo w folklorze i myśli mitycznej). Wysłowienie ciała w obrębie tego dyskursu sprowadza się tu głównie do dekonstrukcji męskiego wyobrażenia dotyczącego natury kobiet. Jednocześnie nowa psychologia feministyczna poddaje rewizji Freudowska psychoanalizę, w której żeńskość była upośledzona, a twórczość kobiet rozpatrywana przez pryzmat niezaspokojonych marzeń i pragnień - przede wszystkim seksualnych. Źródło kobiecej kreatywności tkwi w konfiguracji matka-córka i w ogóle żeńskich związków przyjaźni. Zagadnienia ciała, języka i psychiki rozpatrywane w kontekście społecznym uzmysławiają problemy związane z uczestnictwem kobiet w kulturze. Mimo ze stanowią większość liczebną , są one wciąż spychane do roli subkultury. Odzyskanie głosu i wypisanie sobie drogi wyjścia z czarnych przedziałów przestrzeni patriarchalnych ma dla E. Showalter znaczenie polityczne i dotyka zagadnienia władzy. 
Amerykańska badaczka widzi ścisła analogię między sytuacją kobiet w strukturach patriarchalnych a praktyką imperializmu, który narzucał podział na grupy dominujące i grupy pozbawione głosu. W obszarze życia społecznego, przestrzeni wspólnej, te pierwsze kontrolują formy i struktury, za pomocą których świadomość może być wyrażona (język), te drugie tylko je przekazują za pośrednictwem form dominujących . Słabość kobiet polegałaby więc na tym, że ich własny obszar aktywności, nie objęty wpływem grup dominujących, staje się obszarem dzikim kultury, w którym projekcja podświadomości nie ma swojej artykulacji i struktury. Natomiast siłą jest wiedza o tym, jak wygląda wycinek męski, bo jest to przedmiot legend. Dlatego Showolter proponuje odczytanie kobiecego tekstu jako wypowiedzi dwugłosowej; realizującej formy struktur dominujących (np. na poziomie fabuły) oraz "bezgłośnej".
[...]
Zapoznając się ze współczesną polską kobiecą powieścią, zwróciłam uwagę na fakt, ze nasza literatura dość rzadko realizuje postulowaną przez feminizm ideę siostrzaństwa (sisterhood) (autorki bronią się przed określeniem literatura kobieca, bo to zawęża odbiór wyłącznie do czytelnika kobiecego) czy wzór matriarchalnego dziedziczenia kultury z matki na córkę (stosunek do tradycji) jako podstawowe dla pojmowania zagadnienia kobiecej tożsamości. 
Podmiotowość postrzegają bardziej jako poszukiwanie sposobu istnienia w męskim świecie. Mając na uwadze niepokojące głosy o wyczerpaniu patriarchalnego porządku, opartego na wzorze silnego mężczyzny, przy jednoczesnym barku możliwej do przyjęcia alternatywy, a więc kryzysie kultury, którego przejawy np. dostrzegają krytycy w dzisiejszym stanie naszej literatury, myślę, że zasadne jest zwrócenie uwagi na wizerunek mężczyzny, jaki wyłania się z lektury kobiecych tekstów. 
Kierując się twierdzenie E. Showalter o dwugłosowości wypowiedzi kobiecej, chcę udowodnić tezę, że w latach 90. polska powieść kobieca skrupulatnie odnotowywała wszelkie niekorzystne zjawiska, które zaświadczyłaby o słabości męskiej kondycji we współczesnym świecie, ale nie po to, by upowszechniać jakiś antywizerunek mężczyzny. Bezgłośny przekaz tej twórczości wydaje mi się naprowadzać na zagadnienie udziału zarówno pierwiastka męskiego, jak i żeńskiego w kryzysie energetycznym dotykającym szeroko rozumianej kultury. 

 

(C)

KU STRONOM STRYCHOWYM