Przypowieści Rodmana

O religijności

(W obliczu przesilenia nocy)

w krainie mitu

 

Zawsze zastanawiał mnie mój energetyczny dystans do instytucjonalnie pojmowanych religii. Trudno mi ominąć gdzieś głęboko we mnie tkwiące poczucie, że jest w tym jakieś przekłamanie. Że w miejscach, które mają być świętymi, sacrum niezwykle trudno było nie tylko mnie znaleźć. Bądź też nie ma go tam wcale. Tym niemniej będąc na zewnątrz tych obiektów zgromadzeń , zawsze żywiłem doń szacunek, jako do miejsc gdzie sacrum w takiej, czy innej formie winno się przejawiać. To tak jak z "chrześcijaństwem" - uznaję niezwykle głęboką wartość tego przekazu i umieszczam go w głównym ikonostasie moich punktów odniesień, dopóki nie spotkam się z "chrześcijanami", którzy na kolejny dłuższy czas pozbawiają mnie wszelkich złudzeń. 
Ale sacrum nie da się po prostu wyprzeć powołując się na doświadczalne przeżycia. W sumie nie mają one znaczenia. Jest to najwyżej tylko potwierdzenie że "naszego sacrum" szukamy w złym miejscu. Brak jednak kanonicznych punktów odniesień stanowi pewną trudność i owym "wyjawianiu się ducha" w jakkolwiek określonej formie. 
Jak go rozpoznać ?
Przed kilkoma tygodniami odbył się "STRYCH". Miałem jakąś świadomość potężnego energetycznego osłabienia wewnętrznego ducha już od kilku miesięcy - będącego wynikiem: maksymalnego zaangażowania w świat "ludzkich działań" w ciągu ostatniego roku, ciężkich doświadczeń osobistych, i utraty energetycznych "filarów wsparcia" - co od lat mi się nie zdarzało i odczuwalne jest baaardzo znacząco. Tym niemniej miałem poczucie, że "strych" powinien się odbyć niezależnie od stanu rzeczy - że na te kilka godzin energię zdołam jednak skoncentrować. 
Jednak nie było to możliwe, co więcej możliwym być nie mogło - bo byłoby czymś fałszującym stan rzeczy. Jedynie organizacja wyszła perfekcyjnie. Ale nie na "strychu" to do mnie dotarło. Jego wartość jako takiego polega na odsłanianiu prawdy - właściwie czytelne się to stało dopiero przy zestawieniu nagrań z ostatniego spotkania "równych" - z tym co działo się w przeszłości. Osobliwa też konstatacja jak to  dawni sojusznicy przemieniają się w już nieukrytych przeciwników. I obraz tych , którzy sojusznikami pozostają do końca. 
Konkluzję można zawrzeć w krótkim stwierdzeniu: "Bogowie opuścili" - i to było jak tknięcie sacrum.
Zwykła , nie budząca emocji konstatacja - bez nich też da się przecież żyć - czyni to tak wielu, jeśli nie przygniatająca większość. 
No właśnie - jednak dlaczego ? 
Ze odsuwanie już na lata z nimi kontaktu ? - z niekłamaną obawą o czymś takim myślę - pożera to niebotyczne zasoby energii życiowej - a mój żołądek, to chwilami już tylko jedna wielka krwawiąca rana.
Za instrumentalne zaangażowanie po stronie nieprawdziwych (iluzorycznych) celów oficjalnej kultury - przy wykorzystaniu żywych wartości ? - no dobrze, ale gdzież są te prawdziwe , skoro na właściwej ścieżce poszukiwania ich wydają się być tylko Afgańczycy. Poza tym jak ludzie chcą to niech mają - wzruszenie ramionami. 
Za brak harmonii z sacrum ? To nawet oczywiste. Stopień osłabienia niezależnie od stanu zjazdu energetycznego, okresu na stan chorobowy (chory nie byłem  ale czułem, że jak zwykle chory być "powinienem" w czasie zapadania się w zimę) , nadejścia zimy - był jednak wręcz groteskowy. Miałem wrażenie, że najchętniej zapadłbym się ... w permanentny sen zimowy. 
Osłabienie, aż takiego rzędu odczytałem jako ewidentne odłączenie od "życiodajnych kanałów energetycznych", co dla mnie oznaczało że wszystkie pozostałe, a więc prawie wszystkie trzeba natychmiast zamknąć. Proces separacji od tego "co stare" przebiegał lawinowo.
Jaki ma to związek z sacrum ? Jeszcze chwila .... 
Otrzymałem wczoraj znienacka mail'a z zaproszeniem od znanej mi osoby na wystawę jej prac. Zebrałem się szybko i poszedłem . Już samo miejsce podziałało na mnie wzmacniająco, choć było mi duchowo obce. W kilka chwil już mnie obdarowało jakimś swoim duchem. Miałem potrzebę pozostawienia tam cząstki energetycznej - kupiłem książkę. Nie podam tytułu, by nie ciągnąc za sobą obłędu fałszywych skojarzeń.

Teraz będzie już o sacrum.

O sacrum , które swe świątynie ma w każdym człowieku, i każdy ma klucz w sobie do niego drogą przemiany stanu własnej świadomości. O świątyniach, które nie są niczym innym jak punktami koncentracji. Ich zbiorowy charakter pomaga kumulacji mocy, ale znacznie bardziej pomaga autentyczny charakter takiej koncentracji, więc prawdziwa świątynia jednosobowa jest większym kanałem energetycznej łączności z sacrum, niż wielotysięczne zbiorowiska profanów myślących o dupie lub zupie w zwykłych miejscach kultu. 
O tym, że taką świątynie może każdy budować sam, kierując się przede wszystkim własnym rozumieniem potrzeb Ducha, i własnych życzeń ku niemu, biorąc tylko to z tradycji co może służyć wg niego wzmocnieniu tej więzi i odrzucając wszystko inne. Świątynia jest PUNKTEM KONCENTRACJI. 

Zacząć można od wyznaczenia jakiegokolwiek miejsca świętego we własnej przestrzeni, kierując się sobie tylko znanymi kryteriami.  Zacząć też można od dwóch świec, pamiętając o ofierze i życzeniu.
Książka , której treść poznałem dopiero w ok. 1/6 ma swój urok, ale i ona musi oprzeć się na jakiś punktach odniesienia. Takim w niej kanonem jest podział sacrum na cześć żeńską i męską, Księżyc i Słońce.
"Mamy tu założenie, że bóstwa zaistniały dopiero w chwili, gdy nasi duchowi przodkowie przyznali im rację bytu. Wcześniej funkcjonowały ukryte za nimi energie. One to powołały nas do życia. Pierwsi wyznawcy , chcąc ułatwić sobie lepsze zrozumienie tych sił, przypisali im postać Bogini i Boga [ żeńską i męską ]"
Aby odczytać tą treść z jakimś zrozumieniem, trzeba mieć jakiekolwiek osobiste pojęcie wziętym z doświadczenia o sakralnym aspekcie naszego bytu. Drogi są tu różne. Wszystkie one są drogą ujrzenia tego co zwykłe, z innego stanu świadomości postrzegania tego, co jest. Oglądu spoza zwykłego wymiaru, spoza codzienności. 
Tu każdy sobie podstawi co chce ... 
W moim doświadczeniu występuje niezwykle silny czynnik sakralnego postrzegania zarówno Słońca jak i Księżyca, niezależnie od astronomicznych dezyderatów o ich trywialnej przeciętności w kosmosie. Są to najsilniejsze obiekty koncentracji w otaczającej nas przestrzeni. Natomiast przypisanie im atrybutów żeńskości i męskości zinternalizowane już we mnie nie jest, i wydaje mi się trochę arbitralne. Bliższy byłbym bardziej pierwotnemu postrzegania sacrum w pryzmacie pierwotnej przenikającej wszystko Energii. Tym niemniej jeśli podziału takiego już dokonać ( a dokonano tego w tej książeczce) dalsza struktura opisu Sfery Ducha znacznie się upraszcza,  wydaje się to wielce pomocne.
Na marginesie: uważam, że wszystkie byty religijne były i są obiektami doświadczalnymi w zakresie tzw. objawień świętych mężów i kobiet. Problem w tym że ich "dotarcie w głąb" zdaje się najczęściej tak daleko idące , że dla większości są to obiekty , które mogą przyjąć wyłącznie na wiarę i poprzez uznanie autorytetów. Granicą w takim postrzeganiu religijności jest logiczna synchronizacja z pewnym instytucjonalnym kanonem, poza którym jest już objawienie staje się już herezją, a jeszcze dalej po prostu obłędem, schizofrenią.
Recepcja "w głąb" w pewnych okresach czasu była znacznie bardziej powszechna- poprzez powszechny dostęp do stanów odmiennej świadomości - np. drogą przegładzania organizmu, wielogodzinne modlitwy, praktyki ascetyczne, stany chorobowe, ekstatyczny taniec, masowe zatrucie zbóż sporyszem etc. 
Religie oparte na kanonach wykształciły nawet klasę tych, których wręcz przeznaczeniem życiowym jest upgrade'owanie kanonu, w miarę przemian formy upostaciawiania się Ducha w Świecie. Nie mają nic innego do roboty tylko przekładanie objawień przeżywanego sacrum tym , którzy mają inne w tym czasie zajęcia. To czy to robią , to już inna sprawa. Moim zdaniem nie.
Czy więc dostęp do sacrum można zegalitaryzować wobec faktu , że Ci, którym to zadanie powierzono, po prostu pasożytują na ludzkiej nadziei? Jednak i tu jest pewna granica. Tą granicą jest narkomańska przepaść. 
No właśnie, jeśli księża nie chcą, to narkomani muszą ( kontaktować się z sacrum ). Problem jednak z tym, że o ile tym pierwszym grozi obłęd w przypadku "nietrafionego" objawienia, to tym drugi podobne odebranie energii choć w przeciwnym kierunku - poprzez całkowite zamilknięcie dla świata. Co z tego że "widzą" jak nie są w stanie przenieść logicznego przekazu z "tamtej łodzi". Więc i tu Duch porywa ich energię życiową. 
Jest to jakiś ciężki koszt egalitaryzmu. Ale zastanawiam się czy nie jest do przełknięcia , jeśli alternatywą jest istnienie całkowicie poza sferą doświadczalnego sacrum ? Czyli w gruncie rzeczy w zdychającej cywilizacji ? 

Tak więc skłaniałbym się ku tezie o egalitarnym dostępie do sacrum , w kręgu równych - gdzie przekaz każdego wzbogaca wszystkich. A więc do tradycji przed-hierarchicznego pojmowania religijności. 

Wróćmy na chwilę dla oddechu do naszej idei Bogini i Boga :
"Bogini jest uniwersalną matką, stanowi źródło płodności, nieskończonej mądrości i czułości. Postacie pod jakimi występuje to najczęściej : Dziewica, Matka, Starucha symbolizowane przez przybywający , pełny i ubywający księżyc. 
Ona jest niezaoranym polem, jesienią w pełni oraz pogrążoną w zimowym śnie , pokrytą szronem ziemią. Z Niej poczyna się obfitość. Jako że życie to jej dar., użycza go nam zwiastując zarazem śmierć ( w tym ujęciu jednak daleka od ciemności i zapomnienia, ale stanowiącą odpoczynek od trudów fizycznej egzystencji, odmienną formę ludzkiego bytowania.
Ponieważ Bogini uosabia przyrodę w każdym przejawie, można ją spotkać pod postacią Kusicielki , jak i Staruchy, tornada jak i świeżego wiosennego deszczu, kołyski i grobu. Choć posiada 2 natury czci się w niej dawczynię płodności , miłości i dostatku. Nie odrzuca jednak i tej ciemnej strony
Obecność Bogini manifestuje się w Księżycu, w cichym jednostajnym falowaniu morza, oraz w pierwszej wiosennej zieleni. Ona jest uosobieniem płodności i miłości"
"Boga czczono od wieków, nie jest on bynajmniej srogim wszechpotężnym Bogiem chrześcijan i żydów, ani małżonkiem Bogini. Bóg i Bogini stanowią dwa atrybuty jednej Energii. 
Boga dostrzegamy w Słońcu , która za dnia połyskuje olśniewająco ponad naszymi głowami, oraz zawiaduje całym życiem w niekończącym się cyklu swych wschodów i zachodów. Bez niego nasze życie nie byłoby możliwe, przeto czczony jest jako źródło wszelakiego bytu, ciepła, które rozsadza życiem drzemiące w glebie nasiona i przyspiesza zielenienie się ziemi po mroźnej białej zimie. Bóg jest opiekunem dzikich zwierząt - czasami jako rogaty Bóg nakłada na głowę poroże - symbol pokrewieństwa ze wszelkimi bestiami. Domenami Boga były też lasy, w których nie stanęła ludzka stopa, palące pustynie i wyniosłe pasma górskie. Podobnie gwiazdy ... 
Bóg jest w pełni dojrzałą jesienią, odurzającym winem gronowym, złotym zbożem kołyszącym się na samotnym polu, błyszczącymi jabłkami zwisającymi w październikowe popołudnie z pokrytych zielenią gałęzi. Bóg gorliwie wypełnia ludzi popędem, który zapewnia przyszłość naszemu biologicznemu gatunkowi."


To tyle dygresji.
Egalitarne pojmowanie dostępu do sacrum ma też aspekt najzupełniej praktyczny. Korespondencja z Bodo Wargasem z Berlina uświadomiła mi jak gigantyczna przepaść wydarzeń historycznych nas dzieli, i jak co chwila się o nie potykamy, posługując się choćby językiem, który tradycję tą zawiera. Już nie pisząc o ciągu skojarzeń. I jak wspomina B.W. do 18 -go wieku jakakolwiek kooperatywa miedzy Germanami i Słowianami była wciąż możliwa, jednak po 2 wojnach światowych faktycznie wydaje się nie po pomyślenia. 
I choć to mi przyszło w udziale w tym dialogu mnożenie trudności, to zarazem absurdalność takiego przedsięwzięcia, jak choćby próba wzajemnego zrozumienia swych "plemiennych motywacji" stała się nie lada wyzwaniem. Bo jak się okazało należałoby się cofnąć, aż do epoki nieprzebytych borów i kniei, ognisk na polanach i chat ze strzechą, by poszukać czegoś wspólnego - również w sobie. Czyli przed epokę wielkich miast i molochów, scentralizowanej władzy przeznaczonej tylko dla niewolników i poddanych, urbanizacji, całej tej rupieciarni przekombinowanych idei i wartości przeniesioną przez rzymską tradycję śródziemnomorską, a co z za tym idzie tradycję judeo-chrzescijańską. 
Odnaleźć prostotę w dostępie do sacrum,  [ które nie będzie już dzieliło w imię imperatywu genetycznej wrogości ], rodem z bajań dawnych dziadów i bab, czy też z tradycji nordyckich sag. (miały szansę przetrwać bo przed chrześcijaństwem spisali cześć z nich jeszcze Rzymianie). One wciąż gdzieś są żywe. Żyją w naszej krwii.  Co by z tego wynikło trudno powiedzieć - może kolejna wojna, ale w chwili obecnej wyraźnym jest, że nie dzieli nas krąg danych mitów, natomiast bardzo dzieli nas ostatnie 1000-lat wyrastania w pewnej cywilizacji wielkich zhierarchizowanych mas.

Egalitarny dostęp do sacrum - to przywrócenie Świętości kręgu "równych" , jako odwzorowania sił we wszechświecie . 
W Afganistanie trwa stan wojny permanentnej. Zresztą zawsze trwał. Są tam plemiona i granice między plemionami. Są tam naturalnie konflikty, o cokolwiek. Co się dzieje, gdy takowy ma miejsce ? Młodzi, którym coś tam dopiekło idą z kałaszami w góry i ganiają się po nich do zadawalającego skutku. Starcy siadają do kręgu i rozważają sprawę negocjując warunki pokoju w zależności od przebiegu wydarzeń w górach. Nikomu nie wolno tknąć kobiet i dzieci. Prawie wszyscy biegają na bosaka i noszą dłuugie brody. Jednak naprawdę coraz trudniej byłoby mi się przekonać do wiary - że jest to typowa kultura barbarzyńska. Jaką bowiem my tworzymy ?

Egalitarny dostęp do sacrum.
W tych dawnych czasach, kilka razy do roku, może tylko raz jeden siadali mężczyźni w kręgu około przesilenia nocy, by bogowie mogli przemówić. Ze względu na koszty energetyczne oszczędzano tego doświadczenia kobietom, dla których zawsze odbieranie sobie energii życiowej będzie czymś absurdalnym. A jednak to robiono - bo tylko w ten sposób zrozumienie wszystkiego co się wydarzało było możliwe. Po oddaniu ofiary z siebie Bogom w zamian za wiedze, można było wrócić do codziennych przykrości i przyjemności. Taki kontakt z sacrum z konieczności nie był zbyt głęboki ( poza obcowaniem z Bogami, rodzinę należało wyżywić, a granic bronić ) dlatego religie hierarchiczne , które preparowały specjalną kastę "transmiterów" z miejsca uzyskiwały przewagę. Ale czy dziś nie widzimy, że ta kasta księży , potem filozofów, potem ideologów, a ostatnio dziennikarzy wyprowadziła nasza kulturę na manowce samozniszczenia ? 

O prawdziwym sacrum nikt już nie pamięta odurzony produktami zbiorowych urojeń, które innym niosą śmierć, nędzę i zniszczenie. A nam poczucie absurdalnego bezsensu.

"Czytaj mity u jednocześnie zwróć uwagę na ich tematyczne zróżnicowanie. Im częściej będziesz oddawał się lekturze, tym zdobędziesz więcej informacji. Przypuszczalnie przybiorą one postać nieuporządkowanej, ale nader rozległej wiedzy na temat różnorodnych bóstw. 
Przejawy boskości są wszędzie wokół nas, powinniśmy jedynie dopuścić do siebie tą świadomość. Fakt , że bóstwa przebywają w naszych wnętrzach stanowi jeden z zapoznanych sekretów. W ich poznaniu pomogą Ci długie spacery do lasu, przypatrywanie się kwiatom i roślinom oraz odwiedzanie dzikich zakątków. Doświadczaj bezpośrednio energii Bogini i Boga dzięki szemrzącemu potokowi, pulsowaniu dochodzącemu z wnętrza dębowego pnia czy też gorącej nagrzanej słońcem skale. Kontakt z tego rodzaju źródłami mocy pomaga oswoić się z istnieniem rzeczywistości niezwykłej."

"Jeśli jakikolwiek rytuał kontaktu z sacrum wyda Ci się zbyt sformalizowany, sztywny, ograniczający lub co gorsza fałszywy, odrzuć go lub zmień do postaci, która znajdzie potwierdzenie w Twoim sercu. wręcz rób wszystko na swój sposób, choć jeśli się w czymś wahasz korzystaj z tradycji, jednak nie musisz przestrzegać sztywno wskazówek, tylko dlatego że zostały napisane na papierze. Ślady pozostawione przez kogoś na piasku nie będą przecież pasowały do Twoich stóp. Nie istnieje jedna droga ku prawdzie; takie myślenie znamionuje religie monoteistyczne, które w znacznym stopniu uległy już przekształceniu w polityczne i gospodarcze instytucje. Bądź jednak uważny ..."


Energia zeszła ... więc czas może i kończyć ten tekst, który zaczął się od tak nieoczekiwanej inspiracji, która postawiła mnie na równe nogi - nie tylko w przestrzeni tego tekstu. Czy to tknięcie właściwie odczytanej drogi ku sacrum ? Tego nie wiemy, ale o nim nie możemy zapominać, bo to PIEKIELNIE osłabia. I kto wie, czy przypadkowo użyłem słowa piekielnie. świat bez sacrum, nawet kosztownego , choć zawsze na nasza miarę może być właśnie takowym piekłem.
"Amen".

RODMAN

 

PS: przyznam , że mój udział w "Strychu" był w aurze niespotykanego osłabienia - ale gdy posłucham tego co się tam wydarzyło, to przyznaję : przynajmniej było to wciąż prawdziwe

do części drugiej ->>

KU STRONOM STRYCHOWYM