|
Dr.
Jerzego Tomasza Bąbla poznałem przed wielu laty, na Seminarium Henryka
Kliszko w pamiętnym Zakładzie Socjologii Ogólnej IS-u. Pojawił się tam na
zaproszenie gospodarza z referatem o inicjacjach wojennych wśród ludów germańskich.
Chyba żaden wykład nigdy wcześniej, ani później na jakikolwiek temat nie
wywarł na mnie tak wielkiego wrażenia jak właśnie ten. O czym to było - można
prześledzić czytając Opowieści odyniczne. Dla mnie
to odkrycie, jak wyjście z wielkiego snu nieświadomości. Wstrząs wywołały
silnym wrażeniem, że dawne opowieści sprzed tysięcy lat, są mi zdecydowanie
bliższe i samo przez się zrozumiałe, niż cały ten bełkot współczesnej
Cywilizacji . Tak jakby siedziało to już gdzieś ... we krwi.
-
Odkryciem było świadome wykorzystywane przez kulturę nordycką środków
halucynogennych w postaci muchomorów [ raczej potężny środek stymulacji
psychosomatycznej ] , okryciem słowa Eddy o inicjacji przez Bogów Odyna
na drzewie jesionowym, odkryciem - prastara koncepcja walki w formie klina - łba
dzika, gdzie wódz idzie na przodzie realizując swe powołanie, a armia dopiero
za nim. W czasach współczesnych archetyp ten funkcjonował w ramach zasady
"fuhrerprincip" - zasady wodzostwa. Wódz wie jak jest droga
plemienia, narodu, organizacji, reszta wierzy , o ile wódz wie, i jest w
realizacji niezłomny - i idzie za nim. Wódz zaś wie , o ile Bogowie są
z nim, a to weryfikują rezultaty jego działań. Wódz staje się Wodzem
dopiero gdy WIE !. Jest to istny przewrót
kopernikański wobec koncepcji , że władza to jest po to , by inni musieli
wykonywać robotę za tego , kto władzy się już dochrapał / w uznaniu zasług,
wieku, koligacji /. Było jasnym że sprawa Inicjacji - czyli wejścia w kontakt
z Bogami, jest kluczem do realizacji ich woli na ziemi, czyli przemiany świata
- i wszelkiego świadomego rozwoju.
Z
panem Jerzym w ciągu kolejnych lat spotykałem się wielokrotnie, na różnych
zakrętach otaczającej nas rzeczywistości , w różnych też moich okolicznościach
życiowych. Jest
jednym z tych, których kiedyś nazwałem STARCAMI PLEMIENNYMI , a jego
przekaz duchowy jest mi najbliższy. Wszystkim polecam , choćby poprzez Strony
WWW.
-
W Krzemionkach Opatowskich, których pan Jerzy jest opiekunem byłem 2 razy. Po
raz ostatni kilka dni temu tj w ostatnich dniach maja 2003 r . Oto
co o nich można przeczytać:
Prawie 99% dziejów gatunku ludzkiego określane bywa jako epoka kamienia, gdyż
był to podstawowy surowiec do produkcji narzędzi. Korzystano z różnych
gatunków skał, największe znaczenie jednak miał krzemień ze względu na swą
łupliwość oraz łatwość uzyskiwania ostrych służących do cięcia krawędzi.
W różnych rejonach Europy rozsiane są miejsca skąd w wielkim trudzie przed
tysiącami lat wydobywano ten surowiec./.../Do największych obiektów tego typu
w Europie ze względu na wielkość pola górniczego należy kompleks kopalń w
Krzemionkach, koło Ostrowca Św., zwanych też Krzemionkami Opatowskimi.
/.../ Kopalnie w Krzemionkach eksploatowane były w okresie od ok. 3900-1600 l.
p.n.e. (datowanie radiowęglowe) przez różne ludy, które pozostawiły po
sobie świadectwa materialne określane przez archeologów mianem kultur -
pucharów lejkowatych, amfor kulistych i mierzanowickiej.
Pole
górnicze w Krzemionkach umiejscowione jest na obszarze wychodni wapienia
jurajskiego, górnooksfordzkiego i obejmuje krawędź synkliny. Ma ono ma kształt
paraboli o dł. ok. 5 km i szer. 20-220 m to jest ok. 785 tys . m kwadratowych.
Ilość jednostek eksploatacji górniczej oblicza się na ponad 5000 szt.
Warstwa krzemienionośna będąca ławicą różnej wielkości konkrecji
krzemiennych, położona jest na dwu poziomach, których głębokość zmniejsza
się w miarę zbliżania się do krawędzi synkliny. Szyby zakładano w odległości
od ok. 5-30 m od siebie a ich głębokość i kształt uzależnione są od
warunków geologicznych w jakich znajdowały się warstwy krzemienionośne.
Bulaste i spłaszczone konkrecje krzemienia wydobywano kilkoma sposobami, począwszy
od drążenia płytkich jam (2 m gł. i ok. 4-5 m szer.), poprzez kopalnie
niszowe (ok. 4,5 m gł.) i komorowo-filarowe a skończywszy na głębokich ok.
8-9 m kopalniach komorowych (o pow. ok. 400 m kwadratowych). Rozwój
skomplikowanych technik wydobycia krzemienia doprowadził do powstanie w
neolicie specjalizacji zawodowej – wyodrębnił się wówczas zawód górnika
– krzemieniarza. Załogę kopalni stanowiło 5-10 ludzi. Pracowano w
sezonie letnim (płytkie jamy ) lub w sezonie zimowym (głębokie komory). Nad
szybami komorowymi budowano rodzaj szop chroniących podziemia przed opadami
deszczu i śniegu. Posługiwano się zestawem narzędzi wykonanych z kamienia i
krzemienia oraz z poroża (jeleni i saren). Pełniły funkcję klinów, pobijaków,
dźwigni, grac i kilofów. Stosowano również przemyślany sposób
transportacji urobku krzemiennego na powierzchnię. Pod ziemią górnicy
pracowali w pozycji skurczonej, półleżącej, kucznej lub klęczącej. Ze względu
na ekonomię pracy wysokość wyrobisk wynosiła od 55 – 110 cm. Urobiony
gruz wapienny usuwano bądź to na górę, gdzie tworzono z niego
charakterystyczne warpie wokół szybów, bądź też wypełniano nimi
opuszczone komory podziemne odpowiednio nim manipulując. Aby stropy podziemi
nie zawaliły się pozostawiano filary z litej skały (kopalnie
komorowo-filarowe) bądź stemplowano je płytami i gruzem wapiennym (tzw.,
“sucha podsadzka”). Cyrkulację powietrza w podziemiach zapewniały
ogniska palone wewnątrz szybów oraz przy ich wylotach. Podziemia oświetlano
łuczywami ze szczap smolnych i być może lampkami łojowymi. Uzyskany surowiec
segregowano już w podziemiach i tylko najlepszy pod względem jakości krzemień
transportowano na powierzchnię. Tuż przy szybie odbywała się jego kolejna
selekcja i wstępna obróbka. Konkrecje rozbijano na kamiennym kowadle i
obrabiano tłuczkami i retuszerami z kamienia, krzemienia, poroża i twardego
drewna. Ogromna ilość odpadków krzemiennych powstałych z produkcji, nieudane
półwytwory siekier i innych narzędzi, pozostała porzucona przy szybach na
powierzchni (pracownie przyszybowe). Wybrane półwytwory lub formy zaczątkowe
zabierano do dalszej obróbki na teren osad produkcyjnych położonych w
dorzeczu rzeki Kamiennej. Tam odbywało się m.in. gładzenie i wykańczanie
siekier. Oprócz sezonowych obozowisk budowanych w czasie pracy, na terenie
kopalni nie istniało żadne stałe osadnictwo z powodu braku wody pitnej.
Korzystano niekiedy z czasowych zastoisk wody w zbierającej się po opadach w
lejkach krasowych położonych ok. 250-350 m na południe od pola górniczego.
Ten
obszerny fragment ze szkicu
PRAHISTORYCZNE
KOPALNIE KRZEMIENIA
daje
już wyobrażenie z czym mamy do czynienia. To obecnie dość rozległy obszar
eksplorowanych podziemi, które już w tej chwili stanowią jakość samą w
sobie - w postaci długich korytarzy wykutych w wapieniu na głębokości od
kilku do kilkunastu metrów. W ciągu naszych dyskusji skoncentrowaliśmy się
na próbie odtworzenia duchowego świata tamtej prahistorii z materialnych szczątków,
jakie pozostawiły tamte ludy naszym czasom.
Kilka
spostrzeżeń absolutnego laika w dziedzinie archeologii, czy geologii, czyli
moich.
1.
Dość bezwzględna sterylność całego wnętrza kopalni. "Ino bialutki
wapień i czarny krzemień". Mimo że kopalnia była eksploatowana
przez tysiące lat - żadnych śladów "zanieczyszczeń" w postaci -
odpadów zwierzęcych po posiłkach, szczątek ludzkich - np. przywalonych przez
zawały, szczątek ubrania w postaci skór zwierzęcych, a przecież zachowały
się drzazgi drewniane - nieustalonego jeszcze pochodzenia , oraz przeznaczenia
drewna używanego w podziemiach.
-
sugerowałoby to że kopalnia była dziełem "specjalnego
przeznaczenia", a nie okazyjnej rabunkowej eksploatacji surowca, przez
tubylców którzy zasadniczo zajmowali się czymś innym.
2.
Nie było to jednak przeznaczenie sakralne w dzisiejszym pojmowaniu tego słowa.
Zasadniczo mimo rozległych poszukiwań, chyba nie udało się dotąd znaleźć
groty na wzór centralnych grobowców w egipskich labiryntach. Z wyjątkiem 2-3
rysunków w miejscach najzupełniej chyba przypadkowych brak sakralnej
ikonografii , mimo iż przecież, jak się wydaje- szybko dostrzeżono, że trwałość
takich ludzkich budowli jest po stokroć większa, niż drewnianych przybytków
bóstw nad ziemią. Smoliny po łuczywie sprzed tysięcy lat przetrwały bowiem
do dziś !
3.
Jak dowodzi dr Jerzy Bąbel górnicy tamtego okresu stosowali nad wyraz
racjonalna i niezmienną na przestrzeni pokoleń technikę wydobycia -
koncentrycznych kręgów wokół szybu i promienistych odgałęzień w
poszukiwaniu kierunku odchodzenia złoża krzemienia. Ta technika wydaje się
niezmienna na przestrzeni tysiącleci.
4.
Obowiązuje racjonalność stricte użytkowa , jak w dzisiejszych kopalniach -
czyli usuwa się wyłącznie taką ilość wapiennego urobku jaka jest konieczna
do przemieszczania się wgłąb, w miarę możliwości maksymalnie upychając
odpady w części wyeksploatowanej korytarza. Dość systematycznie. Może być
to znak że grupy kopaczy musiały być dość niewielkie. Dla procesu
technologicznego najwęższym gardłem musiała być sama obróbka krzemienia,
oraz jego pozyskiwanie na tworzonych "przodkach". Zaskakującym jest
że nie wydrążonych kanałów nie chciano wykorzystać w jakikolwiek sposób, a po
prostu zasypywano je w miarę postępu robót. Może nie tak jak dziś gdzie
wyeksploatowane kopalnie wypełnia się odpadami cywilizacyjnymi [ w sumie
kopalnia wiedzy dla archeologów za kilka tysięcy lat - może pomyślą że były to
nasze skarby ?] , ale jednak nie powstało nic co by odpowiadało Formalnej
Sakralizacji Miejsc - podobnej do tej jaka tworzyła się w pierwszych
kopalniach na północy - z symbolami w postaci TROLI, SKRZATÓW, KRASNOLUDÓW -
i ich podziemnymi świątyniami i skarbami. Być może takiej świątyni po
prostu jeszcze w Krzemionkach nie odkryto, i trzeba eksplorować dalej ?
5.
Wypada więc założyć, że mimo "arystokratyczności" wydobycia ówczesnego
złota, w postaci krzemienia - wyrażonej niezmiennością i optymalizacją
techniki, oraz czystością całej przestrzeni, sacrum tamtejszego świata
podobnie jak i dziś było całkowicie umieszczone nad ziemią.
6.
Znano technikę blokowego odspajania wapienia nawet w postaci odrywania bloków
50x70x20 cm. Pozwalało to na dość szybką i efektywną eksploatację złoża.
Tym niemniej nie zrobiono nic , by polepszyć warunki pracy kopaczy choćby
poprzez drążenie wyższych chodników. Z tych , które można oglądać najczęściej
mamy do czynienia z korytarzami, w których górnik musiał po prostu czołgać
się i drążyć kanał w postaci leżącej. Mając na uwadze 100% wilgotność
otoczenia gdzie woda non stop się skrapla i przesącza przez skałę, nie wiem
czy dało się tam pracować przez miesiąc bez rozwalonych nerek, i procesów
destrukcji reumatycznej. Jak można było sobie z tym radzić ? Maty skórzane ?
... odwracane włosiem do chodnika. Izolacja z jakichkolwiek włóknin na tym ?
Może... ale niska temperatura i wilgotność jest tam permanentna, a kontakt
ciała z nasączoną masą wapienia, musiał dawać efekty katastrofalne dla
zdrowia w przypadku systematycznej pracy. Można więc przypuszczać że
optymalizacja kanałów pod kątem jak najszybszego dotarcia do kolejnej
konkrecji krzemiennej nie zakładała dbania o żywotność górnika, ani też
jego osobiste doświadczenie - jeśli takie udawało się zdobyć - nie było
wartością cenną dla całego przedsięwzięcia i społeczności. Podobnie wygląda
sytuacja z kopalniami złota na Alasce w swoim czasie , czy z kopalniami srebra
w Andach.
7.
A jednak gdyby było tak że po 3 tygodniach wszyscy kopacze złamani przez
lumbago podnoszą bunt, to musiano by o tym pomyśleć. A jednak tak się nie
stało.
Nie
wiem dlaczego , ale cały czas nasuwa mi się tu na myśl proces optymalizacji
zużycia indyjskiej krowy. Warto mieć duże stado wychudzonych do granic
możliwości krów , niż mniejsze lepiej dożywionych , a tym samych dających
więcej mleka. Przez wiele lat świat zachodu nie mógł tego pojąć, uważając
za przejaw ciemnoty, aż wreszcie dostrzeżono w tym sens patrząc na sprawę całościowo
- kwestię produkowanego nawozu na opał , wartość skory, mięsa,
cieląt, zmyślność głodnych zwierząt w pożeraniu wszystkiego co tylko da
się przetrawić itd. I wreszcie zrozumiano archetyp Świętej Indyjskiej Krowy
- wielkiego dobra każdej rodziny w Indiach.
8.
"Nasz górnik" i jego praca podlegały podobnej minimalistycznej optymalizacji.
Wycisnąć ile się da , minimalnymi środkami, aby tylko dotrzeć do
krzemienia. Jak jednak dało się znieść ból , i inne niedogodności?
Jedną
z kolejnych były na pewno - pylica, jeden z głównych szybkich morderców, i niedotlenienie w warunkach wytężonej
pracy - też w wyniku stosowania łuczywa jako oświetlenia. Ogień wygarniać
musiał tlen dramatycznie i choć korytarze oddalone od szybu nie mogły iść
dość głęboko, to jednak mimo wszystko brak cyrkulacji powietrza, musiał być
katastrofą dla górniczego wysiłku.
9.
Czy aby utrzymać psychologiczną "atrakcyjność takiej pracy", i
uporać się z bólem , przy zachowaniu wyjątkowości tego miejsca - brak buntów
- nadzorców zabitych i porzuconych w korytarzach etc. , nie posiłkowano się
wytworami opioidowymi ? Podobnie jak liśćmi koka w przytoczonych już w opowieści
pana doktora Andach ? Podobnie było w Angielskich kopalniach w których
zatrudniano dzieci w najwęższych korytarzach złoża.
10
. Bez środków narkotycznych eksploatacja taką techniką złóż tego typu,
jest trudna do zrozumienia. Wystarczyło drążyć kanały na wysokość choćby
klęczącego górnika, a przeżywalność wzrastała by wielokrotnie. Jeśli zaś
znano technikę odszczepywania bloków, a nie tylko skrobania masy wapiennej w
morderczym pyle, to inwestycja ta wydawałaby się rozsądniejsza w dłuższym
przedziale czasowym. Zastosowanie Narkotycznego Opium problem ten znosiło-
nie było bólu, nie było cierpienia, a pobyt na dole mógł, wydać się bajką
, która warto szanować. Dlatego może całość jest tak bardzo nieskazitelna.
Ino bielutki wapień i czarny krzemień.
11.
Zastosowanie opioidów tłumaczyło by jeszcze jedną kwestię. Brak znaków
sakralnych. Ten bowiem transmiter w
krainę bogów ... zwykle nie pozostawia żadnych śladów. Zwykle dusze są
porywane i odchodzą w niepamięć, bez śladu i krzyku. Było i nie ma ...
Przekonać się o tym możemy i dziś ... na własne oczy.
12.
Aby móc przynajmniej w przybliżony sposób zrekonstruować , problemy z którymi
musieli się uporać prahistoryczni górnicy, należało by niejako postawić się
na ich miejscu. Czyli podjąć prace wykopaliskowe zbliżonymi narzędziami .
Mogłoby to być wielce pouczające warsztaty dla każdego adepta wydziału
Archeologii. Mogłoby być to też inicjacją, pozwalającą zrozumieć istotę
tego doświadczenia , i zbliżyć badaczy do hipotez, które jeszcze niomu nie
zaświtały w głowie. Jednak właśnie ogromna wilgotność otoczenia i warunki
pyłowe sprawiają , że trudno sobie wyobrazić by już po np. 3
tygodniach prac w warunkach drążonych kanałów nie doświadczyć uszczerbków
na zdrowiu. Ta praca była bowiem mordercza
12.
Zastanowiła mnie też swoista budowa geologiczna, Wielka warstwa, pomuszlowego
wapienia w miejscu dawnego oceanu i ten jedyny twór pośród niego - krzemień
- też pozostałość organiczna. I nic więcej . NIC. Tak jakby ocean składał
się wyłącznie z 2 gatunków o budowie szkieletowej. Tylko "małże"
i coś tam jeszcze w ogromnej niszy, przez miliony lat.
13.
Czy nie można się więc spodziewać , że jednak pośród setek kanałów
w ciągu tysięcy lat nikomu nie przyszło do głowy, by stworzyć z tego
miejsca przestrzeń sacralną choćby w postaci jednej komory ze ZNAKAMI tej
cywilizacji - runami, hieroglifami, czymkolwiek - jak choćby owa rodząca
bogini z naskalnego rysunku na jednym z bloków? Czy też może należy
jej szukać, aby zrozumieć wysiłek setek pokoleń, które dzień za dniem rok
po roku schodziły do podziemi by dobyć Czarne Złoto z nieprzebranego skarbca,
który nigdy nie był pusty, aż po czasy, gdy po prostu stracił na wartości,
lub Cywilizacja Górników pod wpływem okoliczności zewnętrznych całkowicie
opuściła te ziemie, by już nigdy nie powrócić.
Z
pozdrowieniami i rekomendacją dla wszystkich do odwiedzenia tego miejsca
Robert
"RODMAN" Łapiński
|