|
Cienie grupy
Ludzie zaangażowani we wszelkie
niemoralne, nienormalne, nierealne lub nielegalne aktywności, np.
bezdomni, chorzy psychicznie, przestępcy, oraz używający narkotyków,
nadużywające alkoholu i uzależnieni od tych substancji, przez większość
społeczeństwa traktowani są jako dziwni, chorzy, nieprzystosowani i
niebezpieczni. Ci ludzie, stanowiący margines kultury, są cieniem części
społeczeństwa uważającej się za zdrową, żyjącej zgodnie z
konwencją umownej rzeczywistości, zgodnie z obowiązującymi w głównym
nurcie kultury zasadami i normami. Również w obrębie rodziny czy
grupy towarzyskiej istnieją osoby pełniące rolę cienia, rolę
„kozła ofiarnego” . Tendencje i pragnienia pozostałych
członków rodziny czy grupy, których oni sami nie realizują, mogą
się zastępczo realizować w tej osobie. W rodzinie często dziecko,
chory lub alkoholik, pełni rolę tego, kto czyni cale zło,
„wybawiając” tym samym pozostałych od konieczności
skonfrontowania się z własnym cieniem. Pozostali mogą powiedzieć:
„to z nim jest coś nie tak”. Osoba mająca słabe ego może
rzeczywiście ulec tym sugestiom i zacząć czynić te złe rzeczy, których
inni nieświadomie pragną.
Jak pisałam wcześniej, zgodność
z zasadami i normami nie jest jednoznaczna z wyższą jakością człowieczeństwa.
Mimo to, zdrowa część społeczeństwa identyfikuje siebie jako
lepszych, bardziej moralnych ludzi, traktując ludzi należących do
marginesu jako niemoralnych, złych i chorych. Zdrowa część rodziny
uważa, że to ta jedna, chora osoba w rodzinie ma problem i stanowi
problem. Ludzie pełniący rolę cienia grupy sami utożsamiają się
z kimś złym lub chorym. Takie przypadły nam role. Utożsamiamy się
z nimi. Nie umiejąc wyjść poza własną identyfikację, nie
dostrzegamy, że stanowimy dopełniające się części jednej całości.
KONWENCJONALNE LECZENIE UZALEŻNIEŃ
Traktowanie uzależnienia jak
choroby, oraz uzależnionych jak chorych, ma z jednej strony ułatwić
zdrowemu społeczeństwu zaakceptowanie ich, z drugiej strony im ma
umożliwić ponowne zaistnienie w ramach społeczeństwa. Już samo
zidentyfikowanie się z rolą chorego jest sposobem zaistnienia w tych
ramach. Bycie chorym mieści się w granicach umownej rzeczywistości,
jest kategorią współtworzącą tę rzeczywistość. Można więc
funkcjonować w ramach zdrowego społeczeństwa jako chory. Aby
faktycznie wejść w rolę chorego, zaistnieć w tej roli, trzeba podjąć
leczenie. Zacząć stosować którąś z terapii proponowanych przez
społeczeństwo.
Celem terapii jakimi dysponuje
społeczeństwo jest oprócz umożliwienia zafunkcjonowania w roli
chorego, dążenie do pozbycia się zewnętrznych objawów uzależnienia,
lub ograniczenia ich do tego stopnia, aby nie przeszkadzały w prawidłowym
funkcjonowaniu w obrębie społeczeństwa. Żadna z tych terapii nie
prowadzi do rzeczywistego uzdrowienia, tzn. wyzwolenia z uzależnienia,
żadna nawet nie stawia sobie tego za cel. Mówi się wręcz, że choć
uzależnienie jest chorobą, i dysponujemy środkami i metodami jej
leczenia, to jednak chorobę tę można jedynie zaleczyć. Uzależnienie
nie mija, narkomanem lub alkoholikiem, jest się do końca życia. Można
jedynie (lub aż) nauczyć się żyć z uzależnieniem, bez ulegania
mu, nauczyć się panowania nad sobą i życia zgodnego z normą.
Celem nadrzędnym niestety, jest uzyskanie zewnętrznej poprawności,
nie wewnętrznego zdrowia.
Ludzie uzależnieni mają się
więc ponownie przystosować. W tym celu nauczyć się panowania nad
wewnętrznymi impulsami „zaspakajanymi” dotychczas przy
pomocy narkotyków. Uczą się więc tłumienia zakłócającej części
siebie i odcinania się od niej. To warunek ponownego zaistnienia w
granicach normy. Jednocześnie zaangażowanie w normalne życie społeczne,
znalezienie swojego miejsca w społecznym mechanizmie i spełnianie
swojej roli w napędzaniu tego mechanizmu, ponowne stawanie się jego
częścią, dostosowywanie się do jego ruchu i rytmu, pomaga w
oderwaniu się od mrocznych, wewnętrznych impulsów i panowaniu nad
nimi.
Ludzie uzależnieni powinni więc
robić to, z czego zrezygnowali, a co robią wszyscy przystosowani, tłumić
część siebie, tę część, która nie spełnia obowiązujących
norm. Lecz być może ludzie uzależnieni mają do stłumienia coś większego
niż przeciętny człowiek? Większa, a może wręcz najistotniejsza
część ich osoby znajduje się po tej drugiej stronie. Stoi więc
przed tymi spośród uzależnionych, którzy zdecydują się spróbować
takiego rozwiązania, trudniejsze zadanie, które udaje się
zrealizować tylko nielicznym, lub tylko na jakiś czas.
Narkotyki a
sacrum
Sacrum jest dopełnieniem
profanum, a więc tym wszystkim, co wykracza poza zwykłą,
codzienną rzeczywistość. Obejmuje kategorie rzeczy i działań
wydzielonych przez społeczność jako święte. Kontaktowanie się ze
sferą sacrum jest przede wszystkim funkcją religii. R. Marret
stwierdza, że religia wyraża się w przeżyciu i odczuciu
nadprzyrodzoności wywołującej zarazem lęk i pragnienie kontaktu.
Nazywa sacrum określeniem mana - bezosobowa moc odczuwana jako
coś niepoznawalnego. R. Otto również podkreśla niepoznawalność
sfery sacrum. Poznanie racjonalne odnosi się do tego co zwyczajne,
natomiast aby poznać to co święte, trzeba przekroczyć racjonalność.
Otto używa określenia numinosum, od łac. numen - bóstwo,
aby odróżnić sferę sacrum od świętości w potocznym rozumieniu
nadającym jej pozytywną wartość moralną. Sacrum - numinosum jest
kategorią pozamoralną, może skłaniać do i przejawiać się w
postaci czynów zarówno aprobowanych, jak i moralnie potępianych, może
być doświadczane zarówno jako to co przyciąga, ja też jako to co
odpycha. Podobnie M. Eliade zauważa, że sacrum znaczy jednocześnie
„święte” i „skalane”, łacińskie sacer
oznacza zarazem święty i przeklęty. Sacrum manifestuje się w
formach pozytywnych i negatywnych, może budzić zachwyt lub odrazę,
być przedmiotem nabożnej czci lub lęku. Treści określone mianem
sacrum, są tym co nowe i nieznane wobec zwykłego i znanego.
Związek narkotyków,
rozumianych jako substancje zmieniające świadomość i sacrum po
pierwsze dotyczy faktu, że w wielu religiach były one lub są
wykorzystywane do kontaktowania się ze sferą sacrum. Wejście w
kontakt z sacrum, przekroczenie kategorii zwykłej rzeczywistości,
jest samo w sobie doświadczeniem odmiennego stanu świadomości. W
kulcie Dionizosa w starożytnej Grecji środkiem wprowadzającym w
stan kontaktu z sacrum było wino. Podczas misteriów eleuzyjskich używano
Amanita muscaria czyli muchomora czerwonego, z którego
najprawdopodobniej przyrządzano również somę - święty napój nieśmiertelności
starożytnych Ariów. Przykładową formą religii, w której
do kontaktowania się ze sferą sacrum używa się substancji
psychoaktywnych jest również szamanizm. Istnieją nawet koncepcje mówiące,
że to użycie substancji halucynogennych pozwoliło człowiekowi doświadczyć
i odkryć sferę sacrum (Gordon Wasson, Mary Bernard).
Narkotyki mają związek z
sacrum również w innym sensie, którego doświadczamy w naszym świecie
współcześnie. Kategorie wyznaczające granice naszej realności nie
mieszczą w sobie sfery sacrum. Sacrum istnieje wprawdzie jako pojęcie,
niewiele jest natomiast miejsca na jego doświadczanie. Nie funkcjonują
realne, uznawane i akceptowane formy kontaktowania się z nim.
Uznajemy coś o tyle, o ile mieści się w granicach racjonalności.
Sacrum z założenia się nie mieści. Nasza religia również jest
zbyt racjonalna, oby pomieścić doświadczenie sacrum. O ile się ono
w ramach religii dokonuje, jest czymś jednostkowym, czyimś osobistym
doświadczeniem, przekraczającym samą religię. Brakuje nam formy
kontaktu z sacrum na poziomie grupy, społeczeństwa, kultury.
Preferowane wartości i modele życia podążają w całkiem inna
stronę.
W kulturach takich jak nasza, które
wypierają doświadczanie sacrum nie uznając jego wartości, ani
realności, treści tej świętej sfery realizują się między innymi
w formach budzących lęk, zajmują one miejsce na marginesie kultury:
na marginesie sztuki, na marginesie religii, na marginesie medycyny, w
postaci tzw. medycyny niekonwencjonalnej. W świecie zbyt często
sprowadzającym wiedzę do teorii, a życie do ideologii, brakuje nam
żywego doświadczenia duchowości. Pragnienie tego kontaktu realizuje
się często w formach uznawanych przez główny nurt naszej kultury
za niepoważne, lub podejrzane, niebezpieczne, patologiczne. Realizuje
się w dużym stopniu nieświadomie. Istnienie zjawisk takich jak
narkomania, zainteresowanie UFO czy magią, jest bardzo powszechne i
stanowi dopełnienie naszej normalnej tożsamości i związanego z nią
normalnego stanu świadomości. Jak mówi Faust:
„Przestudiowałem
wszystkie fakultety,
Ach,
filozofię, medycynę, prawo
I
w teologie też, niestety,
Do
dna samegom wgryzł się pracą krwawą -
I
jak ten głupiec u mądrości wrót
Stoję
- i tyle wiem, com wiedział wprzód.
Zwę
się magistrem, ba, doktora tytuł
Mam
i lat dziesięć z górą, do przesytu
I
tak, i wspak, i w skos, po krętej drodze
Tam
i z powrotem uczniów za nos wodzę,
A
wiem, że wiedzieć nic nam nie jest dano!
Myśl
ta w mym sercu wieczną gore raną.
(...)
Toż
pies by żyć tak dłużej nie miał chęci!
Dlategom
w końcu magii się poświęcił,
Ufny,
że w słowach, co spadną z ust ducha,
Może
tajemnic jakich się dosłucham,
Bym
w gorzkim trudzie i tłumionym gniewie
Nie
musiał ludziom głosić, czego nie wiem,
Bym
wreszcie poznał, czym jest ta potęga,
Co
wnętrze siły świata w jedno sprzęga,
Bym
ujrzeć mógł wszechsprawczą moc i ziarno
I
w słowach grzebać nie musiał na darmo” (Goethe
„Faust”).
Z jednej strony odmawiając
uznania realności tej sfery, równocześnie ulegamy kuszącej i
mrocznej tajemnicy magii, wróżb, czarów, a także narkotyków. Od
narkotyków odstręcza nas przypisywana im szkodliwość, ale kusi
nadzieja przekroczenia przy ich pomocy zwyczajnej tożsamości.
W kulturach takich jak nasza
transcendencja zepchnięta poza granice tego co
„normalne”, „zdrowe”,
„rzeczywiste”, „bezpiecznie” i
„etyczne”, wdziera się jako to co
„nienormalne”, „chore”,
„niebezpieczne”. Próbujemy zamknąć ją w
„nierealnym świecie bajek”, lecz ona egzystuje bez udziału
naszej świadomości jako oderwana od nas samotna postać. Nasz cień.
Mindell analizując bajkę braci
Grimm „Ojciec Chrzestny Śmierć” stwierdza, że nasz
obecny czas z powszechnym zainteresowaniem psychologią, narkotykami,
wróżbami i szamanizmem - może być charakteryzowany przez numer 13.
Kultura związana z cyfrą 13 „...jest
sama w trakcie nowych narodzin, zafascynowana śmiercią, okultyzmem,
narkotykami, odmiennymi stanami świadomości, snami i
umieraniem”(A. Mindell, „Śniące ciało”, s. 88);
Treści przekraczające to z
czym się identyfikujemy, co uznajemy za rzeczywiste lub za normalne,
uobecniają się w formach, które usiłujemy zwalczać. Jest to
globalne błędne koło, swoiste uzależnienie, i jak w każdym takim
stanie, im bardziej uciekamy przed niebezpiecznymi czy niewygodymi treściami
i formami i usiłujemy je zwalczać, tym bardziej się nam narzucają,
ewentualnie zmieniając formy.
„Dzisiaj bogowie są dokładnie
tam, gdzie nikt się ich nie spodziewa. Przede wszystkim w nałogach:
w butelce alkoholu lub jakimś innym narkotyku. Na przykład Wotan, bóg
gniewu, żyje w terroryście, który po prostu ulega obezwładniającej
wściekłości. Ta wściekłość go opanowała; on nie panuje nad wściekłością.
Wściekłość jest jego bogiem. A więc mamy niezliczoną ilość bogów.
Ponieważ jednak nie czcimy ich, ani nawet nie zauważamy, oni są na
ogół nieprzyjemni. Dlatego ktoś, kto ma swego boga w butelce
brandy, musi odnaleźć związek z jakimś duchowym bogiem” (M.
L.. von Franz 1995,s. 76).
„Jeśli rozpoznaje się
istnienie tylko pewnego układu energii, tylko jemu podporządkowuje,
reszta energii niszczy całkowicie ten układ” (J. Campbell
1994, s.123).
Nieuwzględnione treści
realizujące się nieświadomie i w sposób, który może nas zniszczyć,
treści od których się odgradzamy i które zwalczamy, czyniąc z
nich wroga, który niespodziewanie może nas pokonać, są tym czego
brak nam jako grupie. Nasza kultura okopując się w granicach
racjonalności, wypiera życie duchowe, które uobecnia się w różnych
patologicznych zjawiskach, np. w różnego rodzaju nałogach.
Poznawanie sensu uzależnienia zamiast zwalczania go może stać się
ważnym aspektem rozwoju naszej kultury. Jest szansą przyłączenia
czegoś cennego, czego nam brakuje.
Więcej o książce pod
adresem:
|