Czekałem
na pociąg . Sierpniowy poranek znaczył się markotnym tchnieniem upału .
Twarze ludzi wydawały się zmęczone i spalone słońcem . Lubiłem te miasto -
miasto Wrocław . Ilekroć tu przyjeżdżałem , zawsze w moich myślach pojawiała
się romantyczna nuta . Śpiewały mi ulice i skwery słowami ballad dawnych
wieszczów . Słodko mi jest bywać w tym mieście . Bardzo słodko .
Do odjazdu pociągu została
jeszcze godzina . Chodziłem po peronie bez większego celu . Czasem zajrzałem
w witrynę kiosku . Nagłówki gazet nie ogłaszały niczego, co byłoby zdolne
mnie zirytować albo zaciekawić . Był kwadrans po dziesiątej . Pamiętam bo
przypadkiem spojrzałem na peronowy zegar . Zaszedł mnie od tyłu i klepnął w
ramię . Dziwny facet . Ubrany w dwurzędowy prochowiec i z pradawnym zarostem
wyglądał jak bezdomny . Chyba rzeczywiście nim był .
- O co chodzi ? - spytałem
- Poczęstuj papierosem -
odpowiedział
Wyjąłem z kieszeni paczkę
amerykańskich papierosów i podałem mu jednego . Nie podziękował . Wziął
fajkę i międlił ją długo w rękach czarnych od brudu .
- Jestem z legionu - zagadnął
ni stąd ni zowąd
- Jakiego legionu ? - spytałem
- Zbuntowanego legionu . . .
Pomyślałem , że facet jest
pomylony albo pijany . Przytaknąłem mu tylko i odszedłem . Byłem znużony
czekaniem . Usiadłem na ławce . Niedługo dziwaczny gość pojawił się znowu
. Usiadł przy mnie . Dopiero wtedy poczułem , że strasznie śmierdzi tanim
alkoholem .
- Czego znowu chcesz ?
- Daj na wino to opowiem ci
historię .
- Dam ci , jak się ode mnie
odczepisz .
- Nie mów tak do mnie !
Jestem centurionem - odpowiedział nie kryjąc wzburzenia .
- Jakim ty , k . . . , jesteś
centurionem - syknąłem ze złością - śmierdzisz jak cap i nadomiar złego
jesteś bezczelny !
- Daj na wino - kolego .
- Masz - powiedziałem dając
mu piątaka - i odpier . . . się ode mnie !
Odszedł . Coś mi mówiło ,
że jeszcze wróci . Nie pomyliłem się . Po pół godzinie pojawił się znowu
. Był wyraźnie podchmielony i jeszcze bardziej gadatliwy niż ostatnio .
- Myślisz, że to wszystko
jest ? - spytał wskazując ręką na perony .
- Jest. Jest jak cholera .
- A może jednak się mylisz ?
Zresztą ty i tak nic nie rozumiesz . . .
Bezdomny znowu usiadł na ławce
. Za pazuchą trzymał niedopite wino .
- Dwa tysiące lat temu
zbuntował się pewien rzymski legion - mówił - ja byłem jego dowódcą -
centurionem .
- A nie popieprzyło ci się
coś od tego wina ? - spytałem śmiejąc się
Kloszard wstał z ławki .
Twarz miał chudą i kościstą . Oczy ciemne , błyszczące .Stanął naprzeciw
mnie i odezwał się z jakimś nadludzkim spokojem :
- Zamilcz proszę . Pozwól mi
mówić i nie przerywaj.
- No dobra kolego , opowiadaj
tę swoją historię .
- Nie
pamiętam jak się o tym dowiedziałem - kontynuował - ktoś musiał mi
powiedzieć , że człowiek zwany Chrystusem jest uwięziony . Ale
przecież to nie był zwykły
człowiek . Mówiono o nim jak o synu Boga . Ja
uwierzyłem . Nie mogłem zrozumieć jak mogą go więzić razem z przestępcami
!
Byłem wtedy młody i odważny
. Postanowiłem się zbuntować . Razem ze swym legionem ruszyłem przez pustynię
aby uwolnić Jezusa z więzienia . . .
Przygodnie napotkany wizjoner
przestał na chwilę mówić . Pochylił głowę i zamyślił się . Wyjąłem
papierosy i poczęstowałem go .
- Mów dalej - zachęcałem -
to co mówisz jest bardzo ciekawe .
- Dobrze
- odpowiedział - opowiem ci wszystko . Nie pamiętam dokładnie kiedy
się pojawił . To mogło być w drugim dniu marszu . Szatan . Ty pewnie nigdy
go nie widziałeś . Ja miałem go na wyciągnięcie ręki .
Spojrzał na mnie przenikliwie
i powiedział :
- Bóg ci nie sprzyja
centurionie . Ja również ci nie sprzyjam . Dokąd więc zmierzasz głupcze ?
- Uwolnić Chrystusa ! -
odpowiedziałem
- Uwolnić . . .- zaśmiał się
i znikł.
Po pewnym czasie doszliśmy do
dużej osady . Ja , ani nikt z moich żołnierzy nie znaliśmy tego miasta .
Niby wszystko tam było normalne - ludzie i domy . Coś tam jednak było . Coś
nieludzkiego i złego . Nigdy już nie zdołaliśmy stamtąd wyjść .
- Centurionie - spytałem
- co się stało w tym mieście ?
- Co
się stało . . .? Sam nie wiem . Obudziłem się rano i przeraził mnie łoskot
maszyn . Wyjrzałem
przez okno i zobaczyłem rzymskich legionistów jeżdżących
na Harley'ach po ulicach miasta . Niektórzy leżeli w rowach i pili
„NAPOLEONA” . Wszędzie kobiety i nierząd . Wszelki ludzki czas był zamknięty
w tym mieście . Potem znowu pojawił się szatan .
Śmiał się ze mnie i pytał
:
- Nadal chcesz uwolnić
Chrystusa ?
- Nic się nie zmieniło -
odpowiedziałem
- Polubiłem cię centurionie
- mówił dalej - jesteś odważny i uparty . Coś muszę ci pokazać . Całą
prawdę o człowieku . Absolut wiedzy . Kamień filozoficzny . Kiedy poznasz całą
prawdę centurionie przejdziesz na moją stronę ! Zgadasz się spróbować ?
- A czy to jedyna możliwość
aby wyjść z tego miasta ?
- Jedyna - odpowiedział - jeśli
poznasz to co chcę ci pokazać i nadal będziesz trwał przy swym postanowieniu
, wyprowadzę cię z tego miasta razem z twym przeklętym legionem .
- Spróbuję !
I tak sobie szliśmy - ja i
szatan . Droga była kamienista i prowadziła obrzeżem miasta . Kierowaliśmy
się w stronę małej szopy ustawionej jakby na środku pustyni . . .
Bezdomny przerwał swą opowieść
. Spojrzał na mnie i spytał :
- Jak pan myśli , jaka jest
ta prawda o człowieku ?
- Ludzie są z natury dobrzy -
odpowiedziałem - nie masz się czego obawiać .
- Dobrze , że mi to mówisz .
Ja wciąż jestem w drodze do absolutu .
Jeszcze nie dotarłem do tej
małej szopy na pustyni .
- Długo to więc trwa .
- Tak . Cholernie długo -
przyznał centurion
- A kiedy przetrwasz tę próbę
i uwolnisz Chrystusa , co wtedy ?
Kloszard rozejrzał się po
peronach . Potem przyłożył palec do swych ust .
- Nie mogę nic mówić -
szeptał - wszędzie mnie podsłuchują ci pier . . . paparazzi
!
Pociąg opóźnił się pięć
minut . Kiedy wsiadałem centuriona już nie było . Zniknął gdzieś pomiędzy
ludźmi na peronach . Przez całą podróż myślałem o tym szaleńcu .
Momentami zdawało mi się , że nie mógł mnie tak po prostu okłamać . A ta
prawda o człowieku ? Cóż , była jego zwycięstwem . Była po prostu prawdą
o człowieku .
K O N I E C
|