A wtoczył się już zupełnie
brawurowo! Niechcący zahaczając łokciem o wielką donicę z pelargonią,
rozpierdaczył ją zupełnie. Taki właśnie był - nonkonformistyczno -
nihilistyczny - Teodor Ignacy Wyskrobosz.
- Czy zasłużyłem na naganę?
- spytał idącego obok konfenansjera
- To był złowróżbny i
niepotrzebny detal mówił młodzieniec spoglądając ukosem na rozbity kwiatek
- zresztą to jakiś rozkapryszony kaplun ,a nie pelargonia ! Słusznie mistrz
uczynił rozbijając to ścierwo podłożone pewnie przez pańskich adwersarzy.
- Jesteś szczawiem w tym
biznesie - odpowiedział Teodor - ale trzeba przyznać, że nauczono cię
szacunku dla starszych.
Droga na mównicę nie była
dla Wyskrobosza usłana różami. Sapiąc ciężko przeciskał z mozołem swe
dwustukilowe body między tłumem wielbicieli. Restauracja ”U
Dokera” pękała w szwach. Po dwudziestu pięciu latach rozłąki z krajem
ojczystym, wielki mistrz poezji dekadenckiej powrócił znowu w glorii i chwale.
- Co za popieprzony fotel mi
przygotowali? - zaklął Teodor
- Z całym szacunkiem mistrzu
- próbował się tłumaczyć młodzieniec - to krzesło z przestrzennej wystawy
Kantora. Sprowadzenie go na tę uroczystość kosztowało nas fortunę.
-Jak ja się, do cholery - na
nie wdrapię?
-Spokojnie, przygotowaliśmy
specjalną windę.
-Pełny profesjonalizm! I to
rozumiem.
Kiedy Teodor wsiadł do windy,
cygańska kapela zagrała czardasza. Cała sala napełniła się żywiołową
muzyką, a najwięksi wielbiciele talentu Wyskrobosza w oczekiwaniu na wystąpienie
mistrza już zaczynali mu bić brawa.
Teodor znalazłszy się na
honorowym miejscu otarł pot spływający mu obficie po pysku. Czuł się zmęczony.
Zmęczony popularnością.
-Witam was wszystkich -
rozpoczął chropowatym głosem - Wróciłem!
Cała sala zagrzmiała
brawami. Wyskrobosz uspokajał zebranych gestem swej gigantoręki.
- Dwadzieścia pięć lat temu
- kontynuował - wyjechałem stąd do odległej Patagonii. Z kraju wróblosłoni
dręczących moją podświadomość odbyłem długą podróż do przeklętego
miejsca na tej ziemi. Miejsca, w którym zużywa się całą paczkę zapałek do
przypalenia jednego papierosa! Tam pozostałem. Dziś jestem z wami znowu! Proszę
dziennikarzy o zadawanie pytań...
Pierwszy odezwał się
redaktor największego w kraju dziennika:
-Szanowny panie Teodorze, czy
przez te ćwierć wieku tęsknił pan za krajem ojczystym?
-Czy tęskniłem? - rozpoczął
powoli Wyskrobosz - tak,chyba tak... Tęskniłem jak za senną marą, jak za
diabłem indyjskim, jak za przekleństwem od którego nie ma odwrotu, jak za
kobietą złorzeczącą od rana do nocy, jak za postępem, który nas dusi,
jak...
-Dziękuję mistrzu! Pańska
wypowiedź uzwierciedliła nam ogrom bólu.
Następne pytanie zadawał
dziennikarz z pisma geograficznego:
-Jaka jest Patagonia
postrzegana pańskimi oczami?
-Patagonia.., jest dozgonnie
wdzięczna ludziom, którzy ją zamieszkują i na wieczność zobowiązana tym
którzy ją opuszczają.
-To naprawdę piękne,
beautifully - posilał się wątłą angielszczyzną pismak brukowca.
-A kobiety? Co z kobietami? -
ciągnął dalej
-Od kiedy poznałem indiankę
- starowinkę przestały mnie interesować...
-Czy ona jest pańską miłością
Teodorze?
-Ależ skąd. Daje mi tylko co
wieczór miejscowe zioła do palenia. Mam od nich przesyt wszelkich przyjemności
tego świata.
-A przyjemności innych światów
i wymiarów? - pytał wydawca miesięcznika naukowego.
- Nie wiem do czego pan
zmierza - tłumaczył się Wyskrobosz - ale koksiku próbowałem tylko raz w życiu.
Konferansjer podziękował
przybyłym dziennikarzom za zadane pytania . Następnie oznajmił rozpoczęcie
drugiej części programu. Miał w niej nastąpić uroczysty odczyt najnowszego
wiersza pana Teodora. Czytać miał sam mistrz przy wyciszonym akompaniamencie
cygańskiej kapeli.
Teodor powoli sięgnął do
wewnętrznej kieszeni swej marynarki. Zrobił to raz, potem drugi i trzeci .Z
lekka się zaczerwienił. ”o k...” - pomyślał ”zapomniałem
wziąć tego cholernego wiersza!” Przez chwilę zastanowił się głębiej.
W końcu wpadł na, jak mu się wydawało niezły pomysł. Wsłuchując się w
czardasza sięgnął po menu. Po dwóch minutach przygotowań był gotowy do
deklamacji. Rozpoczął delikatnie ze stonowanym głosem:
„DEVOLAY”
Smażone raki w sosie khaki
Od tłuszczu pęka głowa
I słowo w myśl się ciska:
-ODNOWA-
Kuropatwa nie jest łatwa
I oślizgłe są ślimaki,
Naleśniki patałachy!
DEVOLAY,
DEVOLAY...
Po co tyle tu seplenić
Oczekuję zmian w tym kraju,
Znają mnie tu i ja ich
znaju.
DEVOLAY,
DEVOLAY...
Co za piękny jest to kraj!
Brawom nie było końca. Sala
grzmiała ogłuszającym hukiem. Po kwardansie wypełnionym salwą artyleryjską,
pokazem sztucznych ogni i śpiewem cyganów doprosił się o głos prezydent
miasta:
-Panie Teodorze! Sądzę, że
ten odczyt najnowszego wiersza przejdzie do historii. To co zaprezentował nam
pan dzisiaj, już za pół roku będzie godne nagrody Nobla. Z całego serca
gratuluję!
-No dobra, dobra.., z całym
szacunkiem - twardo mówił Wyskrobosz - za pół godziny mój prywatny Herkules
będzie unosił się wraz ze mną ku chmurom. Muszę się spieszyć! Dziękuję
wszystkim zebranym i do szybkiego zobaczenia - zakończył mistrz.
Po miesiącu od wylotu
Wyskrobosza, w kraju doszło do rewolty. Masy przetoczyły się po ulicach największych
miast. Na transparentach było napisane: ”WOLNOŚĆ I DEVOLAY DLA KAŻDEGO!”
K O N I E C
|